Reklama

Turystyka

Śladem odkrywcy Amazonki

Jeden z najbardziej uznanych polskich podróżników tym razem odbywa dociekliwą reporterską podróż, by odnotować, w jakim stopniu zmieniła się w dzisiejszych czasach Amazonia.

Niedziela Ogólnopolska 7/2023, str. 40-42

[ TEMATY ]

podróże

Zdjęcia: archiwum autora

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Pamiętam, że w młodości zauroczyła mnie wyprawa wielkiego odkrywcy Francisca de Orellany, który przekroczył granice znanego świata. W 1541 r. z Quito wyruszyła ekspedycja pod dowództwem hiszpańskiego konkwistadora Gonzala Pizarra w poszukiwaniu cynamonu i legendarnego El Dorado – złota Inków. Po wielu miesiącach uciążliwej przeprawy przez Andy wyczerpani i wygłodzeni Hiszpanie znaleźli się nad rzeką Napo, gdzie Pizarro zdecydował się wysłać na rekonesans z biegiem rzeki swojego zastępcę – młodego, do szaleństwa odważnego Francisca de Orellanę. Ambitny oficer, na czele z pięćdziesięcioma czterema żołnierzami, nie znalazł ani pożywienia, ani śladów bogactwa i – co gorsza – nie miał możliwości powrotu, bo wycieńczeni ludzie nie mieli sił na to, by wiosłować pod prąd. Podjął zatem brawurową decyzję spłynięcia w dół rzeki. Dalsza podróż była już tylko nieustannym zmaganiem się z zabójczym klimatem, głodem i tubylcami. Największą udręką musiały być jednak niepewność własnego losu, trudności w określeniu swego położenia i emocje, które pojawiają się wtedy, kiedy stawia się po raz pierwszy stopę na nieznanym terenie. Po 8 miesiącach morderczej żeglugi i walki o przetrwanie, kiedy trzech żołnierzy zginęło od zatrutych strzał, a ośmiu zmarło z głodu, śmiałkowie z upartą wiarą w siebie dotarli do Belem nad Atlantykiem. De Orellana nie znalazł złotego runa, ale za to bez mapy, kierując się instynktem, odkrył największa? rzekę na świecie i spłynął nią do jej ujścia.

Kilkanaście lat temu powtórzyłem ten historyczny wyczyn. Kierowanej przeze mnie wyprawie przyświecała troska o nie najlepszy stan naszej planety. Zamierzałem ukazać rozmiary agresji człowieka w regionie uważanym za „zielone płuca” Ziemi. Gwałtowny rozwój przemysłowy, wzrost zamożności, nadmierna konsumpcja oznaczają zaniedbanie zlewni rzeki, jej zanieczyszczenie – pogorszenie przydatności. Zostały niebezpiecznie zachwiane odwieczny porządek i równowaga.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Rozpoczynamy podróż w zaspanej mieścinie Coca na wschodnim przedgórzu Kordyliery Andyjskiej w Peru. Nabrała ona znaczenia na początku lat 70. ubiegłego wieku, kiedy w tym rejonie odkryto pokłady ropy naftowej. Pojawienie się Texaco i Gulf Oil zburzyło odwieczny ekosystem lasu tropikalnego i rzuciło na kolana jego rdzennych mieszkańców. Poszukiwania materii organicznej przyczyniły się do zniszczenia ok. 100 tys. ha lasów. Wycieki z ropociągów, które niczym pajęczyna przecinają rejony nietknięte przedtem ludzka? stopa?, zaczęły niszczyć lasy, a skażone wody rzek stały się przyczyną wielu groźnych chorób.

Mijamy kompleks lodge, jeden z kilkunastu wybudowanych w dziewiczych zakątkach Amazonii. Pojawiły się one w ostatnich czasach wraz z lansowana? moda? na ekoturystykę, która zapewnia bezpośredni kontakt z przyroda? i autochtonami zamieszkującymi te rejony.

Reklama

Z Nuevo Rocafuerte na granicy z Peru awionetka? docieramy do najbardziej prymitywnej w Ekwadorze wspólnoty indiańskiej Huaorani, która żyje w gąszczu lasu nad rzeka? Cononaco. Osada Bameno składa się z chatek zamieszkałych przez kilkanaście rodzin. Ich dobytek ogranicza się do podstawowego minimum. To, co posiadają, pochodzi z lasu, z wyjątkiem maczet i garnków zdobytych w najazdach grabieżczych lub wymienionych za swoje produkty.

Z granicznej strażnicy do Cabo Pantoja, pierwszego przyczółku peruwiańskiego, wystarcza nam godzina żeglugi pirogą z dużym przyczepnym silnikiem. Do punktu cywilizacyjnego w Iquitos mamy 630 km. Płyniemy wzdłuż gęstej ściany lasu wyrastającego prosto z wody. Przez prawie cały dzień nie widać śladu człowieka – tylko soczysta zieleń i brudnożółta, mętna woda rzeki Napo. Urok zachodu słońca w Amazonii nie ma sobie równych. Na gładkiej powierzchni wody na horyzoncie wyrasta gama kolorów, która zaczyna się od delikatnych barw, a kończy na oślepiającej purpurze i morzu płomieni. Noc w dżungli w hamaku z muślinową moskitierą dostarcza silnych wrażeń, bo dżungla zawsze była siedzibą bóstw animistycznych. Jest tajemnicza. Pozbawia człowieka rozsądku i zmusza do wypatrywania dziwów. Pełno tu jadowitych płazów i gadów, owadów składających w skórze człowieka jaja, z których po kilku miesiącach wylęgają się larwy. Plagą są także komary roznoszące malarię.

Reklama

Następnego dnia dobijamy do osady Francisca de Orellany – jesteśmy w miejscu, gdzie Napo wpada do Amazonki. Swego czasu hiszpańscy jezuici zbudowali tu fort, który miał ich bronić przed wjazdem Portugalczyków. Kolejny cel to Iquitos, ostatni port na Amazonce dostępny dla statków morskich, które dopływają z odległego o 3,7 tys. km Atlantyku. Naprzeciw hotelu, w którym mieszkamy, wznosi się żelazny budynek zaprojektowany przez Gustave’a Eiffla dla jednego z ówczesnych bogaczy. Kilkaset metrów dalej przy promenadzie Malecon Taranace stoi zacumowany stateczek, na którego pokładzie w 1981 r. Werner Herzog kręcił film Fitzcarraldo z Klausem Kinskim i Claudia? Cardinale w rolach głównych. Ekscentryczny „kauczukowy baron” marzył o zrealizowaniu snu swojego życia: zbudowaniu w dżungli amazońskiej największej opery świata i zaproszeniu na inauguracje? króla tenorów – Enrica Carusa.

Po drodze do Leticii w Kolumbii ukazują się na brzegu upiorne krajobrazy – wykarczowane, czerwone „pustynie”, obszary ziemi spalonej przez tropikalne słońce. Worldwatch Institute, niezależna instytucja kontroli ekologicznej, podaje, że rocznie wylesia sie? na świecie ponad 100 tys. km2 lasów tropikalnych, czyli teren równy jednej trzeciej powierzchni Polski. Niestety, tempo wylesiania wciąż rośnie.

W Manaus, niepisanej stolicy Amazonii, oprócz słynnego teatru niewiele pozostało z glorii przeszłych czasów. Życie skupia się tu głównie nad brzegiem rzeki, gdzie siedzący przy piwie mężczyźni mlaskają na widok młodej turystki, zdzierając z niej pożądliwym wzrokiem wszelkie odzienie. Przenika mnie skrajny, lepki od wilgoci zaduch. W rytmie dochodzącej z każdej strony przesadnie głośnej muzyki korowód mokrych od potu ciemnoskórych tragarzy przesuwa się po stromych schodkach do rzeki. Dźwigają na nagich torsach ciężkie worki z fasolą, owocami, ryżem czy mąką, wielkie kiście bananów, skrzynki z piwem i konserwami.

Reklama

Amazonka jest godna licznych superlatyw – już sama jej nazwa jest fascynująca. Zbiera prawie piątą część wszystkich wód zasilających rzeki całej planety i niesie 150 razy więcej wody niż Nil. Są miejsca, gdzie z trudnością można dojrzeć przeciwległy brzeg. Nie mogłem sobie wyobrazić tego ogromu, kiedy na górze Quehuisha w Peru odkrywałem nic nieznaczący potok, który jest źródłem tej wielkiej rzeki.

Nasza wyprawa w poprzek Ameryki Południowej kończy się u ujścia Amazonki, w Belem, byłym centrum handlu niewolnikami. Stajemy nieopodal pełnego kolorytu targowiska Ver-o-Peso, prawdziwego serca miasta, które tchnie specyficzną atmosferą i pewnym magnetyzmem. Zaniedbane nabrzeże, zachowujące klimat powieści przygodowych, sąsiaduje z elegancką i bogatą dzielnicą oraz z hałaśliwym ruchem ulicznym, przesyconym spalinami powietrzem, podniszczonymi domami z lat 30. czy mangowcami.

Za nami 4,6 tys. km niezapomnianej przygody. Czas na podsumowanie tej miesięcznej podróży. Gwałt zadany amazońskiej przyrodzie niebezpiecznie naruszył ekosystemy tego regionu i zagroził życiu całej planety. Ostrzegawcze sygnały nie zawsze są widoczne, ale nawet kiedy widać je wyraźnie, zwykle są ignorowane. Bez szybkiej zmiany kursu nie będzie możliwe uniknięcie apokaliptycznej wizji.

Jacek Pałkiewicz - reporter, eksplorator

2023-02-07 13:52

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Hazardowa pasja

Niedziela Ogólnopolska 13/2025, str. 58-60

[ TEMATY ]

podróże

niebezpieczeństwo

Adobe Stock

Annapurna (8091 m n.p.m.)

Annapurna (8091 m n.p.m.)

Niejednokrotnie w moim życiu ocierałem się o świat po drugiej stronie, zarówno w sytuacjach ode mnie niezależnych, jak i przekraczając na własne ryzyko pewne granice, za którymi jest zbyt niebezpiecznie.

W młodości takie igranie z ogniem zapewniało głębsze przeżycia. Bywało, że wbrew wszystkiemu „oszukałem przeznaczenie” i przezwyciężywszy ekstremalne sytuacje, wołałem euforycznie: „raz jeszcze wyszedłem górą”. Niestety, z kostuchą nie da się stale wygrywać. Gdzieś tam istnieje limit fartu. A ponieważ zużyłem w różnych okolicznościach jego spory zapas, nie zamierzam już prowokować losu. Postanowiłem, że pojadę jeszcze w Himalaje.
CZYTAJ DALEJ

Radom: dewastacja zabytkowej kapliczki

2026-09-15 13:47

[ TEMATY ]

Radom

dewastacja kapliczki

R. Mizera/diecezja.radom.pl

Wierni z radomskiej parafii NSJ na Glinicach są wzburzeni dewastacją kapliczki, która znajduje się na ich terenie. Została ona dwukrotnie, w odstępie kilku dni, uszkodzona. Sprawą zajmuje się Policja.

Kapliczka, która znajduje się przy zbiegu ulic Białej i Kwiatkowskiego, została oblana farbą, uszkodzono również jej cokół. Stłuczono figurę Matki Bożej. Uszkodzenia są również widoczne we wnętrzu niszy. Wybito też przednią szybę zabezpieczającą postument maryjny.
CZYTAJ DALEJ

Unikatowa księga na Jasnej Górze. Tylko do 19 września zobaczysz oryginał Ślubów Narodu!

2026-09-15 20:46

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Jasnogórskie Śluby Narodu

Monika Książek

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Kard. Stefan Wyszyński, zdjęcie z wystawy jasnogórskiej w Bastionie św. Rocha

Tylko do soboty 19 września, na Jasnej Górze można zobaczyć znaną z archiwalnych ujęć Księgę z tekstem Jasnogórskich Ślubów Narodu, które 26 sierpnia 1956 r. odczytał wobec rzeszy wiernych bp Michał Klepacz w zastępstwie uwięzionego Prymasa Wyszyńskiego. Unikatowy dokument „Odnowienie Ślubów Narodu na Jasnej Górze 1956” ze zbiorów Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie jest udostępniony na wystawie w Bastionie św. Rocha. O historii tej niezwykłej pamiątki oraz o tym, co Śluby mówią nam dzisiaj, w rozmowie z portalem niedziela.pl mówi przeor Jasnej Góry, o. dr Grzegorz Prus OSPPE.

Agata Kowalska: Ojcze, kiedy patrzymy na tę księgę, widzimy przedmiot, ale za tym przedmiotem kryje się konkretna historia, czyli internowany kardynał Wyszyński, biskup Michał Klepacz i setki tysięcy wiernych. Jakie myśli ma Ojciec jako przeor Jasnej Góry, kiedy patrzy na ten dokument?
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję