Reklama

Nauka

Od Talesa do Tesli

Każdego roku rośnie światowe zapotrzebowanie na energię elektryczną, co jeszcze dobitniej uświadamia, jak wielkie znaczenie ma dla ludzkości prąd. Skąd jednak wzięła się elektryczność?

Niedziela Ogólnopolska 7/2024, str. 58-59

[ TEMATY ]

elektryczność

Zdjęcia: Adobe Stock, pl.wikipedia.org, montaż: M. Pijewska

Nikola Tesla w swoim laboratorium, około roku 1899

Nikola Tesla w swoim laboratorium,
około roku 1899

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Coś, co dziś traktujemy jako podstawowe źródło zasilania większości naszych urządzeń, przez wieki stanowiło obiekt zaledwie ciekawości tudzież zabawy naukowców oraz osób, które nie wiedziały, co zrobić z nadmiarem wolnego czasu – arystokracji. Jeszcze 100 lat temu dostęp do prądu mieli nieliczni. Jak to się stało, że obecnie niemal każdy na świecie może korzystać z dobrodziejstw elektryfikacji?

Prehistoria prądu

Na zjawisko elektryczności jako pierwsi zwrócili uwagę starożytni filozofowie. Niemal sześć stuleci przed narodzeniem Chrystusa Tales z Miletu wziął do ręki bursztyn, który w Azji Mniejszej uchodził za cenny klejnot. Czy to przez przypadek, czy też kierowany żądzą ciekawości potarł bursztyn o sukno, a ten począł przyciągać do siebie drobne przedmioty. Tales zaczął więc eksperymentować z jantarem, badając siły pojawiające się po jego potarciu. Podsuwał to kawałki trawy, to nasiona roślin czy kłaczki wełny, które za każdym razem były przyciągane do naelektryzowanego klejnotu. Na tej podstawie doszedł do wniosku, że bursztyn ma duszę, a więc żyje. Ta pierwsza naiwna igraszka z elektrycznością nie tylko zainspirowała innych do badania tego zjawiska, ale też dała podstawy do jego nazwania – słowo „elektryczność” pochodzi od greckiej nazwy bursztynu: elektron.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zabawka w rękach bogaczy

Reklama

Pokłosiem dalszych eksperymentów z elektrycznością stało się uczynienie z tego zjawiska zabawy dla znudzonych bogaczy. Wymyślono wiele form takiej uciechy: elektryczny uścisk dłoni, elektryczny pocałunek, elektryczny łańcuszek. Za każdym razem zasada była jedna: przez pocieranie różnych przedmiotów, najczęściej szklanych kul, wytwarzano ładunek elektrostatyczny, który następnie przekazywano innym osobom; momentem kulminacyjnym były pojawienie się iskry i towarzyszący temu trzask, a włosy „stawały dęba”.

Dla uczestników takich seansów efekt był zadziwiający i fascynujący, wręcz niezrozumiały. Tymczasem jeden z tego typu kuglarskich eksperymentów przyczynił się do lepszego poznania zjawiska elektryczności. Przeprowadził go uczony i duchowny Jean-Antoine Nollet, który w 1746 r. na dworze Ludwika XV w Galerii Zwierciadlanej pałacu w Wersalu ustawił sznur gwardzistów królewskich trzymających się za ręce. Ostatni z żołnierzy dotykał kraty ogrodzenia, która służyła za uziemienie. Gdy Nollet przyłożył do pierwszego z gwardzistów elektrodę butelki lejdejskiej, wszyscy w tym samym czasie odczuli wyładowanie elektryczne, którego efekt uwidocznił się w równoczesnym podskoku – ku uciesze króla i dworzan.

Nollet powtórzył eksperyment, tym razem z „użyciem” 700 mnichów, którzy dodatkowo trzymali w rękach metalowe druty. Dowiódł w ten sposób możliwości przewodzenia prądu na odległość, co legło u podstaw stosowanego współcześnie systemu przesyłu prądu, a innych badaczy zainspirowało do pracy nad wykorzystaniem elektryczności do przesyłania informacji, co z kolei doprowadziło do powstania telegrafu. Francuski duchowny jako pierwszy z salonowych zabaw z elektrycznością uczynił eksperymenty prowadzące do zgłębienia natury tego zjawiska.

Ujarzmić piorun

Reklama

Kolejny kamień milowy w badaniach nad elektrycznością położył Benjamin Franklin. Amerykański mąż stanu i badacz odkrył, że ładunki elektryczne mogą być dodatnie lub ujemne, poznał także prawa ich przyciągania i odpychania. Ale i tak wszyscy kojarzymy go z eksperymentem z latawcem i piorunem. Wspomniane doświadczenie dało konkretny owoc badań nad elektrycznością – przyczyniło się do zaopatrzenia domów w piorunochrony. Droga do praktycznego wykorzystania prądu była jednak daleka. Problem stanowił sposób jego wytwarzania i gromadzenia. Rozwiązanie przyszło z nieoczekiwanej strony...

Baterie z żab

Reklama

Zaczęło się od niewinnych eksperymentów z żabami na Uniwersytecie Bolońskim. Tamtejszy profesor Luigi Galvani (warto odnotować, że był również tercjarzem franciszkańskim), który badał anatomię nóg żaby, począł przykładać do wypreparowanych kończyn płaza miedziane haczyki; po dotknięciu takim instrumentem nogi martwej żaby się poruszały. Jak to było możliwe? Galvani wytworzył napięcie elektryczne powodujące skurcze mięśni płaza, ponieważ użył dwóch różnych metali (anody i katody – były nimi miedziany haczyk oraz metalowa siatka, na której leżała żaba), a także elektrolitu, którym w tym przypadku były płyny w ciele żaby. W ten sposób nieświadomie zbudował ogniwo elektryczne. Na takiej samej zasadzie działają współczesne baterie i akumulatory. Włoski anatom nie dostrzegł potencjału w swoim odkryciu, a na jego podstawie doszedł do błędnego przekonania, że wykrył elektryczność zwierzęcą. Eksperyment Galvaniego zaintrygował natomiast innego Włocha – Alessandra Voltę, który zrozumiał, że żaba nie jest potrzebna do wytworzenia prądu; zastąpił ją wodnym roztworem kwasu siarkowego, w którym zanurzone zostały płytki miedziane i cynowe. Tak powstało ogniwo galwaniczne (nazwa upamiętnia bolońskiego anatoma). Volta zaproponował również łączenie ogniw; stworzył tzw. stos elektryczny, co zupełnie zrewolucjonizowało sposób korzystania z elektryczności. Stos Volty był praktycznym źródłem energii elektrycznej. Nie tylko dostarczał dość wysokie napięcie, ale czynił to w sposób ciągły. Wcześniej uzyskiwano ładunki metodą pocierania, co było uciążliwe i wykluczało praktyczne zastosowanie prądu.

Praktyczny wymiar elektryczności

Wynalazek Volty umożliwił dalsze badania nad elektrycznością, co uczyniło XIX wiek złotym okresem w poznawaniu prądu. Po odkryciach Georga Ohma, Michaela Faradaya i Hansa Christiana Orsteda coraz więcej osób zaczęło sobie zdawać sprawę z tego, że elektryczność może być praktycznie użyteczna.

Dalsze prace przeszły z laboratoriów do warsztatów inżynierów. Powstawały kolejne urządzenia napędzane energią elektryczną, a początek dał im pierwszy silnik elektryczny skonstruowany w 1821 r. przez Faradaya. Aby jednak ta konstrukcja przypominała znane nam silniki, musiało minąć 60 lat, gdy Thomas Edison na dobre zabrał się za zaprzęgnięcie elektryczności do działania na rzecz ludzkości.

Wynalazki Edisona, a następnie Nikoli Tesli, który zaproponował wytwarzanie prądu zmiennego, doprowadziły ludzkość do obecnego poziomu elektryfikacji. Badania Tesli wychodziły znacznie dalej niż wyobraźnia niejednego naukowca, pracował bowiem nad technologią pozwalającą na darmowe pozyskiwanie energii i jej bezprzewodowe przesyłanie, co byłoby rozwiązaniem współczesnych wyzwań związanych z produkcją prądu i zeroemisyjnością. Wielu uważa, że serbskiemu geniuszowi ta sztuka się udała. Czy na pewno? Nie wiemy, bo amerykański rząd skonfiskował jego notatki. Ale to opowieść na inną okazję.

2024-02-13 13:57

Ocena: +15 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W 44h objechali dookoła Polskę autem na prąd

Zaledwie 44 godziny zajęło objechanie naszego kraju samochodem elektrycznym. Akcję zorganizowali dziennikarze portalu motoryzacyjnego Francuskie.pl, którzy chcieli w ten sposób nawiązać do podobnej wyprawy sprzed blisko 100 lat i sprawdzić czy takie podróżowanie po Polsce jest dzisiaj możliwe.

Skąd się wziął pomysł na taką podróż? 10 lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości dookoła naszego kraju wyruszyła „Benzynowa eskapada”. Przebieg tej podróży opisał w znakomitej książce Zdzisław Kleszczyński: rozwijający się wtedy kraj nie był tak przyjazny dla automobili jak dzisiaj – brakowało wielu dróg, stan niektórych z nich wołał wręcz o pomstę do nieba. Autor i towarzysze jego podróży przeżyli wiele przygód, objeżdżając Polskę dookoła, co zajęło im wiele dni.
CZYTAJ DALEJ

Dlaczego cierpią i umierają ci, co zaufali Bogu?

2026-03-19 13:48

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Wiara uczy, że Bóg zawsze nas wysłuchuje: jednak nie zawsze spełnia nasze prośby, ale swoje obietnice. Bywa, że nie wiemy, o co prosić. Nie mając pełnej wiedzy – która przychodzi z czasem – modlimy się, ale nasze prośby są połowiczne, zawężone do momentu ich wypowiadania. Bóg tymczasem widzi szerzej, widzi nasze wczoraj, nasze dziś i wie, jakie będzie nasze jutro.

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, ze wsi Marii i jej siostry, Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą». A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei». Rzekli do Niego uczniowie: «Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?» Jezus im odpowiedział: «Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła». To powiedział, a następnie rzekł do nich: «Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić». Uczniowie rzekli do Niego: «Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje». Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: «Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego». A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: «Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć». Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga». Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie». Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym». Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?» Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat». Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc: «Nauczyciel tu jest i woła cię». Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł». Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?» Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?» A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!» Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie». Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?» Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić». Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: Uchrońmy dzieci przed szukaniem przyjaźni w sztucznej inteligencji

2026-03-22 09:04

[ TEMATY ]

sztuczna inteligencja

Papież Leon XIV

Vatican Media

Aby pozostać ludźmi, musimy zachować dziecięce spojrzenie na rzeczywistość. Dlatego nie powinniśmy pozwolić, aby dzieci zaczęły wierzyć, że w chatbotach sztucznej inteligencji znajdą swoich najlepszych przyjaciół lub wyrocznię wszelkiej wiedzy – napisał Leon XIV do redaktora gazety „Avvenire”, z okazji ćwierćwiecza wydawania cotygodniowego dodatku dla dzieci - Popotus.

Jubileusz dodatku dla dzieci Popotus stał się okazją do przesłania przez Papieża życzeń redaktorowi naczelnemu „Avvenire”, a przy okazji zwrócenia uwagi czytelnikom gazety na ważną rolę mediów w skupianiu uwagi najmłodszych na pięknie świata i relacji z innymi oraz chronieniu ich przed nieludzkim pojmowaniem informacji i edukacji.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję