Reklama

Wiadomości

książki

Machiny wojenne

Dzieje najnowszej dyplomacji rosyjskiej
Michał Patryk Sadłowski
Bracia Moskale a Układ Warszawski
Lech Kowalski

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Sporo książek o Rosji (Sowietach) pojawiło się w ostatnim roku. Dzieje najnowszej dyplomacji rosyjskiej zawierają szkice dowodzące, że zasadnicze zręby dyplomacji Moskwy w ostatnich dziesięcioleciach się nie zmieniały, jej cechy i metody pracy były uniwersalne. Pawła Milukowa, założyciela tzw. partii kadetów, dyplomaty z czasów rewolucji lutowej 1917 r., nie da się raczej zrównać z szefami stalinowskiego MSZ Andriejem Wyszyńskim i Wiaczesławem Mołotowem czy putinowskim Siergiejem Ławrowem, ale wszyscy czterej dążyli do realizacji imperialnych celów państwa. Ta książka opowiada w dużej mierze o kolejnych szefach dyplomacji, dających osobisty rys zbrodniczej imperialnej machinie.

Podpułkownik Lech Kowalski napisał książkę Bracia Moskale... o Układzie o Przyjaźni, Współpracy i Pomocy Wzajemnej, nazywanym Układem Warszawskim, z gawędziarskim zacięciem, ale nie da się jej pochłonąć w czasie jednego posiedzenia. O Układzie, komunistycznej machinie wojennej powołanej przez Sowietów do podbicia Europy Zachodniej i zaprowadzenia w niej nowego porządku, przez cały okres PRL nie wolno było pisać prawdy. Wbrew sloganom, w Układzie o Przyjaźni itd. – jak dowodzi autor – nie było miejsca na przyjaźń. Poszczególne piony organizacyjne Układu były prostym przedłużeniem resortu obrony ZSRR, a szefem był zawsze sowiecki marszałek. Nazwano go Warszawskim dla zmylenia przeciwnika.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2024-03-19 13:47

Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Jan Paweł Wielki” - rozmowa ks. Luigiego Marii Epicoco z papieżem Franciszkiem

[ TEMATY ]

książka

Ryszard Rzepecki/Biały Kruk

Podczas, gdy w mediach pobrzmiewają wciąż recenzje fabularnych „Dwóch papieży”, w Watykanie ukazuje się książkowy wywiad, który z powodzeniem mógłby nosić ten sam tytuł, choć bez cienia sensacji, czy dywagacji na temat „watykańskich kulisów”. „Jan Paweł Wielki” - rozmowa ks. Luigiego Marii Epicoco z papieżem Franciszkiem – to książka, w której zamiast „nieznanych”, czy też „ponownie odczytanych” faktów z życia papieża Polaka, czytelnicy mogą przeczytać o tym, co łączy św. Jana Pawła II i obecnego Ojca Świętego – zarówno w kwestii nauczania, jak też przeżywania własnego powołania.

Ciekawa jest już sama formuła książki: dzieląc refleksję nt. Jana Pawła II na pięć rozdziałów, ks. Epicoco rozpoczyna każdy z nich przypomnieniem faktów, cytatów i okoliczności z życia św. Jana Pawła II. Często oddaje w nich głos samemu świętemu, cytując obszernie jego wypowiedzi i dokumenty. W nawiązaniu do tych syntez, prezentuje kolejne fragmenty swoje rozmowy z papieżem Franciszkiem, dotyczące tej samej tematyki. Pyta zarówno o punkt widzenia Ojca Świętego w wielu kwestiach, jak i o inspiracje papieżem Polakiem.
CZYTAJ DALEJ

Św. Jan Paweł II ma swoją koszulkę piłkarską. Cracovia upamiętniła Papieża Polaka

2026-10-18 08:54

[ TEMATY ]

św. Jan Paweł II

Kard. Grzegorz Ryś

kolicznościowa koszulka

Cracovia

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

Kard. Grzegorz Ryś otrzymał okolicznościową koszulkę Cracovii, upamiętniającą św. Jana Pawła II

Kard. Grzegorz Ryś otrzymał okolicznościową koszulkę Cracovii, upamiętniającą św. Jana Pawła II

Kard. Grzegorz Ryś otrzymał z rąk prezesa KS Cracovia, Murata Çolaka specjalną koszulkę z napisem „Jan Paweł II” i zastrzeżonym numerem 1, upamiętniającą świętego papieża, jednego z najsłynniejszych kibiców krakowskiego klubu.

Kolor koszulki nawiązuje do wód Zakrzówka, gdzie Karol Wojtyła pracował w kamieniołomie w latach 1940–1941. Na karku umieszczono napis „Ojcze Święty, pamięta Cię Twoja Cracovia”, przypominający o przywiązaniu papieża do tego krakowskiego klubu. Numer 1, widoczny na plecach jest zastrzeżony przez Cracovię jako numer poświęcony św. Janowi Pawłowi II.
CZYTAJ DALEJ

Nie można zdezerterować z sumienia. Duchowni niezłomni

2026-10-18 22:23

[ TEMATY ]

Zielona Góra

ze zbiorów Archiwum Głównego Akt Dawnych (AGAD)

Prymas S. Wyszyński

Prymas S. Wyszyński

„W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej...”.

dddTak rozpoczynała się rota przysięgi żołnierzy Armii Krajowej. Jej słowa wypowiadano w okupowanej Polsce, w konspiracyjnych mieszkaniach, leśnych schronieniach i innych miejscach, w których sama przynależność do polskiego podziemia mogła oznaczać więzienie lub śmierć. Krzyż, na którym składano przysięgę, łączył wojskowe zobowiązanie wobec Rzeczypospolitej z odpowiedzialnością moralną. Wierność Ojczyźnie nie sprowadzała się do deklaracji. Wymagała podejmowania decyzji, od których zależało życie własne, najbliższych i współtowarzyszy służby. W tej historii ważne miejsce zajmują duchowni. Kapelani przebywali z żołnierzami na froncie, odprawiali Msze Święte w warunkach konspiracji, towarzyszyli rannym, jeńcom i umierającym. Inni bronili prześladowanych robotników, więźniów oraz rodzin, wobec których okupacyjne, a później komunistyczne władze stosowały represje. Ich doświadczenia były różne; nie wszyscy zginęli śmiercią męczeńską, a niektórzy po latach kontynuowali posługę w odmiennych warunkach politycznych. Łączyło ich przekonanie, że odpowiedzialność kapłana nie kończy się wówczas, gdy człowiek potrzebujący pomocy znajduje się w niebezpieczeństwie. Przypadający 19 października Narodowy Dzień Pamięci Duchownych Niezłomnych, ustanowiony przez Sejm RP w 2018 r., upamiętnia przede wszystkim wydarzenia z 19 października 1984 r., kiedy funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa uprowadzili, a następnie zamordowali bł. ks. Jerzego Popiełuszkę. Rocznica pozwala jednak spojrzeć na znacznie dłuższą historię. Prowadzi od wojny polsko-bolszewickiej i II wojny światowej, przez niemieckie obozy koncentracyjne i sowiecką niewolę, po prześladowania powojenne, działalność opozycji demokratycznej oraz narodziny „Solidarności”. Na tle tych wydarzeń można dostrzec, że niezłomność oznaczała zarówno gotowość poniesienia ofiary, jak i codzienną troskę o zachowanie prawdy, godności człowieka oraz wolności sumienia. Kapłani na drogach żołnierskiej służby Jednym z najbardziej znanych kapelanów wojskowych II Rzeczypospolitej był ks. Ignacy Skorupka. W sierpniu 1920 r., gdy wojska bolszewickie zbliżały się do Warszawy, poprosił o możliwość towarzyszenia młodym ochotnikom 1. batalionu 236. Pułku Piechoty Armii Ochotniczej. Wielu z nich było uczniami lub studentami, którzy dopiero rozpoczynali służbę wojskową. Kapelan spowiadał, modlił się z nimi i przygotowywał ich do walki. Zginął 14 sierpnia 1920 r. pod Ossowem, w wieku 27 lat. W przekazach dotyczących ostatnich chwil jego życia występują rozbieżności. Tradycja przedstawia go z krzyżem na czele natarcia, natomiast inne świadectwa wiążą jego śmierć z udzielaniem pomocy rannemu. Niezależnie od różnic w relacjach, ks. Skorupka pozostał przy żołnierzach podczas walk, w której rozstrzygały się losy obrony Warszawy. Następne pokolenie polskich kapelanów stanęło wobec tragedii września 1939 r. Wśród duchownych, którzy dostali się do sowieckiej niewoli, znajdował się ks. Jan Leon Ziółkowski, kapelan Wojska Polskiego. Osadzony przez NKWD w Kozielsku, mimo obozowych zakazów odprawiał potajemnie Msze Święte, spowiadał i udzielał Komunii Świętej. Za posługę religijną groził mu karcer. Według zachowanego zapisu jednego ze współwięźniów 7 kwietnia 1940 r., w dniu wywiezienia z obozu, odprawił ostatnią Mszę Świętą. Został zamordowany w ramach zbrodni katyńskiej. Jego obecność wśród jeńców pokazuje rolę kapelana w warunkach, w których nie mógł on zmienić decyzji oprawców ani zapewnić współwięźniom bezpieczeństwa, ale nadal mógł nieść im sakramenty i duchowe wsparcie. Do tego samego pokolenia należał bł. ks. Władysław Miegoń, pierwszy kapelan Marynarki Wojennej odrodzonej Rzeczypospolitej. Podczas wojny polsko-bolszewickiej pełnił posługę wśród marynarzy uczestniczących w działaniach frontowych. Za okazaną odwagę został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz Krzyżem Walecznych. W dwudziestoleciu międzywojennym był duszpasterzem i wychowawcą marynarzy, związanym m.in. z Puckiem i Gdynią. We wrześniu 1939 r. uczestniczył w obronie Wybrzeża, wspierając walczących i rannych. Po zakończeniu walk trafił do niemieckiej niewoli. Istotnym momentem w jego biografii była możliwość opuszczenia miejsca odosobnienia, z której nie skorzystał, decydując się pozostać przy swoich marynarzach. Następnie przebywał w kolejnych miejscach uwięzienia i obozach koncentracyjnych. Zmarł z wycieńczenia w Dachau 15 października 1942 r. W 1999 r. Jan Paweł II beatyfikował go w gronie 108 męczenników II wojny światowej. W postawie ks. Miegonia odnajdujemy wymiar kapelaństwa wojskowego, którego nie oddają wyłącznie uroczystości, przysięgi i ceremonie. Kapelan pozostaje duszpasterzem także w czasie klęski, niewoli i osamotnienia żołnierza; swoją służbę potwierdza obecnością przy tych, za których czuje się odpowiedzialny. Podczas Powstania Warszawskiego podobną decyzję podjął bł. o. Michał Czartoryski, dominikanin i kapelan zgrupowania „Konrad”. We wrześniu 1944 r., kiedy sytuacja oddziałów powstańczych na Powiślu zmuszała do wycofania, pozostał z ciężko rannymi, których nie można było ewakuować. 6 września został zamordowany przez Niemców. Jego wybór, podobnie jak decyzja ks. Miegonia, polegał na pozostaniu z powierzonymi sobie ludźmi mimo bezpośredniego zagrożenia życia. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają słowa Chrystusa: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13). Dla tych kapelanów służba nie ograniczała się do wypowiadanych pouczeń. Oznaczała również dzielenie losu żołnierzy i rannych. Dachau – świadectwo duchowieństwa w warunkach obozowych Osobnym rozdziałem historii pozostaje prześladowanie polskiego duchowieństwa w niemieckich obozach koncentracyjnych. Szczególne miejsce zajmuje Dachau, dokąd kierowano duchownych z okupowanych państw europejskich. Według danych przywoływanych przez Instytut Pamięci Narodowej więziono tam 1773 duchownych z Polski, z których 868 poniosło śmierć. Za tymi liczbami kryją się losy kapłanów, zakonników, biskupów i kleryków, poddawanych pracy ponad siły, głodowi, przemocy oraz zakazom publicznego sprawowania posługi religijnej. W obozie podejmowano jednak próby organizowania modlitwy, niesienia sakramentów i pomocy ludziom najbardziej wycieńczonym. Wielu więźniów dzieliło się żywnością i wspierało współtowarzyszy, mimo że sami żyli w skrajnie trudnych warunkach. Do tych duchownych należał bł. ks. Stefan Wincenty Frelichowski, związany z harcerstwem, wychowaniem młodzieży i duszpasterstwem. Jeszcze przed wojną zapisał w pamiętniku duchowym: „Chcę być naprawdę harcerzem, chcę być naprawdę kapłanem, chcę być świętym”. Na obrazku prymicyjnym umieścił natomiast słowa: „Przez krzyż cierpień i życia szarego — z Chrystusem — do chwały zmartwychwstania”. Obie wypowiedzi oddają jego rozumienie kapłaństwa, w którym służba Bogu łączyła się z wychowaniem i odpowiedzialnością za innych, także w zwyczajnych, codziennych obowiązkach. Aresztowany przez Niemców w październiku 1939 r., przeszedł przez kolejne miejsca uwięzienia, a następnie trafił do Dachau. W obozie organizował modlitwę, spowiadał, udzielał sakramentów i troszczył się o współwięźniów. Kiedy na przełomie 1944 i 1945 r. wybuchła epidemia tyfusu plamistego, dobrowolnie podjął opiekę nad zakażonymi. Wchodził do baraków chorych, świadomy ryzyka, jakie wiązało się z bezpośrednim kontaktem z umierającymi. Sam zaraził się tyfusem i zmarł 23 lutego 1945 r., dwa miesiące przed wyzwoleniem obozu. 7 czerwca 1999 r. Jan Paweł II beatyfikował go w Toruniu, a w 2003 r. został ogłoszony patronem polskich harcerzy. Jego posługa pokazuje szczególny rodzaj solidarności: podjęcie odpowiedzialności za cierpiącego człowieka nawet wtedy, gdy niesienie pomocy oznacza osobiste zagrożenie. W Dachau więziony był również bł. bp Michał Kozal, biskup pomocniczy włocławski, który po wybuchu wojny kierował diecezją pod nieobecność ordynariusza. Aresztowano go 7 listopada 1939 r. Po pobycie w więzieniach i miejscach internowania znalazł się w obozie koncentracyjnym. Współwięźniowie zapamiętali jego postawę, pomoc okazywaną innym oraz podtrzymywanie na duchu osób załamanych. W liście do rodziny z 1942 r. napisał: „Na razie jestem zdrowy, reszta i przyszłość jest w ręku Boga”. Wypowiedź ta, pochodząca z warunków obozowych, wyrażała zawierzenie Opatrzności mimo niepewności dotyczącej dalszego losu. Biskup Kozal zachorował na tyfus. 26 stycznia 1943 r. został zamordowany w obozowym rewirze śmiercionośnym zastrzykiem fenolu. W 1987 r. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym. Jego życie i śmierć stanowią świadectwo, że opieka pasterska nie ustała wraz z odebraniem mu możliwości kierowania diecezją. W miejscu, gdzie więźniów pozbawiano podstawowych praw, nadal dzielił się z nimi tym, co posiadał, oraz umacniał ich w wierze. Nie wszyscy duchowni więzieni w Dachau zginęli. Wśród tych, którzy przeżyli, był ks. Ignacy Jeż, późniejszy biskup koszalińsko-kołobrzeski i kardynał nominat. W 1942 r. został aresztowany przez gestapo po odprawieniu Mszy Świętej w intencji swojego proboszcza, ks. Józefa Czempiela, zamordowanego w Dachau. W obozie otrzymał numer 37196. Po latach, wracając do początków uwięzienia, przywoływał myśl: „A jeśli Pan Bóg chce, żebym Mu służył przez więzienie? Dlaczego nie?”. Tak rozumiana służba pozwalała mu traktować nawet więzienie jako miejsce, w którym pozostaje kapłanem i odpowiada za ludzi spotykanych na swojej drodze. Ksiądz Jeż doczekał wyzwolenia obozu 29 kwietnia 1945 r. W powojennej posłudze wielokrotnie wracał do doświadczeń uwięzionego duchowieństwa i do pamięci o tych, którzy nie przeżyli. Z jego inicjatywy Konferencja Episkopatu Polski ustanowiła w 2002 r. 29 kwietnia Dniem Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Data upamiętnia wyzwolenie Dachau i nawiązuje do ślubowania złożonego przez polskich kapłanów, którzy w ostatnich dniach wojny zawierzyli ocalenie św. Józefowi. Ocaleni duchowni przez kolejne lata pielgrzymowali do sanktuarium w Kaliszu, dziękując za dar życia i modląc się za zamordowanych współbraci. W ten sposób osobiste doświadczenie więzienia stało się podstawą trwałego zobowiązania do zachowania pamięci. Podobnym świadkiem był abp Kazimierz Majdański, który w chwili aresztowania był klerykiem włocławskiego seminarium duchownego. W Dachau został poddany zbrodniczym eksperymentom pseudomedycznym, w tym zakażaniu więźniów ropowicą. Mimo cierpienia i zagrożenia życia przeżył. Po wojnie przyjął święcenia kapłańskie, pracował naukowo, a z czasem został biskupem i arcybiskupem szczecińsko-kamieńskim. Był twórcą Instytutu Studiów nad Rodziną. Szczególne miejsce w jego działalności zajęła obrona godności ludzkiego życia oraz rodziny, co nabiera dodatkowego znaczenia w świetle obozowych doświadczeń, kiedy człowieka sprowadzano do przedmiotu eksperymentów. W 1999 r. abp Majdański przypominał o wieloletnim przemilczaniu prawdy o martyrologii polskiego duchowieństwa w Dachau, porównując tę sytuację z przemilczaniem zbrodni katyńskiej. Uważał zachowanie świadectw za obowiązek wobec zamordowanych, a nie za uzasadnienie nienawiści. Losy Frelichowskiego, Kozala, Jeża i Majdańskiego pokazują różne konsekwencje tego samego doświadczenia: męczeńską śmierć, ocalenie, powojenną działalność duszpasterską i pracę na rzecz pamięci. Łączyła je postawa, w której nie zrezygnowano z opieki nad bliźnim nawet w warunkach stworzonych dla poniżenia człowieka. Więźniowie dzielili się chlebem, modlili za współtowarzyszy, troszczyli o chorych, a niektórzy także za prześladowców. Nie oznaczało to pomniejszania win sprawców, lecz sprzeciw wobec uznania nienawiści za podstawę ludzkich relacji. Jan Zieja – kapelan polskiego podziemia i Batalionów Chłopskich Do duchownych łączących posługę wojskową z odpowiedzialnością społeczną należał ks. Jan Zieja, pochodzący z ubogiej rodziny chłopskiej z Ossy w ziemi opoczyńskiej. Pełnił funkcje kapelańskie w czasie wojny polsko-bolszewickiej, kampanii wrześniowej 1939 r. i Powstania Warszawskiego. Podczas okupacji był związany z Komendą Główną Armii Krajowej, Szarymi Szeregami oraz Batalionami Chłopskimi. Wspierał również prześladowanych Żydów, współpracując z Radą Pomocy Żydom, nazywaną „Żegotą”. Jego działalność pokazuje, że duszpasterstwo konspiracyjne obejmowało różne środowiska Polskiego Państwa Podziemnego i nie zamykało się w granicach jednej organizacji. W tym kontekście warto przypomnieć miejsce Batalionów Chłopskich w dziejach okupowanej Polski. Formacja ta wyrosła z ruchu ludowego, którego członkowie jeszcze przed wojną działali w organizacjach młodzieżowych, oświatowych, samokształceniowych i spółdzielczych. W wielu miejscowościach życie społeczne wiązało się również z parafią oraz religijnymi tradycjami rodzin. W czasie okupacji niemiecka polityka wysiedleń, represji i odbierania mieszkańcom wsi środków utrzymania sprawiła, że obrona rodzin i gospodarstw stała się jednym z podstawowych zadań konspiracji. Ksiądz Zieja, wywodzący się ze środowiska chłopskiego, prowadził posługę także wśród ludzi uczestniczących w tym wysiłku. Szczególnym przykładem działań BCh była obrona wysiedlanej Zamojszczyzny. 30 grudnia 1942 r. pod Wojdą, a następnie 1 lutego 1943 r. pod Zaborecznem oddziały tej organizacji stawiały opór niemieckim akcjom wymierzonym w polską ludność. Równolegle rozwijano działalność pomocową i sanitarną. Zachowane materiały Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego przypominają m.in. o sanitariuszkach Zielonego Krzyża, pracy organizacyjnej oraz cywilnych formach oporu. Obrona Ojczyzny oznaczała tu zarówno walkę zbrojną, jak i udzielanie pomocy rodzinom, rannym i wysiedlanym. W tym sensie solidarność nie była hasłem, lecz codzienną praktyką ludzi broniących własnej wspólnoty. Dzieje BCh łączą się z historią Armii Krajowej także poprzez proces scaleniowy rozpoczęty w 1943 r. Objął on dziesiątki tysięcy żołnierzy, lecz nie został całkowicie zakończony przed końcem okupacji. Obie organizacje zachowały własną historię i odrębność; wspólne pozostawało dążenie do odzyskania niepodległości oraz obrona ludności. Przypomnienie tego kontekstu pozwala lepiej zrozumieć posługę ks. Ziei, który spotykał ludzi różnych środowisk konspiracyjnych i niezależnie od ich przynależności przypominał o moralnym wymiarze podejmowanej walki. W jego nauczaniu szczególne miejsce zajmowały słowa „Nigdy nie zabijaj nikogo”. Był przekonany o bezwzględnej wartości ludzkiego życia. Nie oznaczało to odwrócenia się od żołnierzy stających wobec konieczności obrony Ojczyzny, ale potrzebę przypominania również im o zasadach, których nie wolno porzucać podczas wojny. Po 1945 r. ks. Zieja nadal wspierał ludzi doświadczających represji, a w 1976 r. współtworzył Komitet Obrony Robotników. Zmarł 19 października 1991 r., dokładnie siedem lat po uprowadzeniu ks. Jerzego Popiełuszki. Ta zbieżność dat łączy pamięć o dwóch kapłanach, którzy swoją obecność przy skrzywdzonych traktowali jako konsekwencję wiary. Ksiądz Władysław Gurgacz – przy chorych i żołnierzach powojennego podziemia Zakończenie niemieckiej okupacji nie przyniosło końca represjom wobec wszystkich uczestników polskiej konspiracji niepodległościowej. W nowej sytuacji politycznej część żołnierzy pozostała w podziemiu, a władze komunistyczne stosowały wobec nich aresztowania i procesy wojskowe. Wśród duchownych, którzy podjęli posługę w tym środowisku, był jezuita ks. Władysław Gurgacz. Zanim związał się z oddziałem partyzanckim, pracował w szpitalu w Gorlicach. Według relacji przesiadywał nocami przy łóżkach chorych, spowiadał i modlił się z pacjentami. Sam wskazywał, że praca szpitalna daje nieocenione korzyści kapłańskiej posłudze, ponieważ pozwala poznawać duchowe zmagania ludzi cierpiących i dostrzegać działanie łaski. W maju 1948 r. został kapelanem oddziału „Żandarmeria”, zbrojnej części Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców, działającej w Beskidzie Sądeckim. Posługiwał się pseudonimem „Sem”, lecz partyzanci nazywali go także „Ojcem”. Towarzyszył młodym ludziom, troszczył się o ich sumienia i szukał możliwości zakończenia przez nich działalności konspiracyjnej oraz powrotu do pokojowego życia. Własne wymagania moralne ujmował w słowach: „Niekiedy trzeba być stanowczym… Cnota to nie synonim ciepłego masła”. Nie przeciwstawiał przy tym stanowczości miłosierdziu. Jako kapelan uważał, że troska o człowieka obejmuje również obowiązek uczciwego nazywania dobra i zła. 2 lipca 1949 r. ks. Gurgacz został aresztowany w Krakowie. Nie skorzystał z możliwości ucieczki, chcąc dzielić los zatrzymanych partyzantów. Podczas procesu przed Wojskowym Sądem Rejonowym bronił współoskarżonych przed określaniem ich mianem przestępców. Mówił: „To nie bandyci, jak ich oszczerczo nazywacie, ale obrońcy Ojczyzny!”. 14 września 1949 r., w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, został stracony w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie. Jego droga prowadziła więc od opieki nad chorymi do duszpasterstwa ludzi zagrożonych represjami, a następnie do więzienia i śmierci. W postawie ks. Gurgacza ważna jest konsekwencja, z jaką traktował odpowiedzialność za powierzonych sobie ludzi. Nie próbował oddzielać posługi kapłańskiej od ich cierpienia i nie wycofał się z obrony ich dobrego imienia nawet podczas procesu. Utracił wolność i życie, ale nie wyrzekł się własnego rozumienia kapłańskiej powinności. Jego historia przypomina, że dramat powojennego podziemia nie dotyczył wyłącznie działań zbrojnych i decyzji politycznych. Dotyczył także ludzi, którzy w sytuacji zagrożenia szukali duchowego wsparcia oraz odpowiedzi na pytania sumienia. Prymas Stefan Wyszyński – od wojennego kapelaństwa do „Non possumus” Szczególne miejsce w historii polskiego duchowieństwa zajmuje bł. kard. Stefan Wyszyński. Podczas II wojny światowej przebywał w Laskach, gdzie jako „Radwan III” pełnił posługę kapelana Armii Krajowej, również w szpitalu powstańczym w czasie Powstania Warszawskiego. Spotykał rannych, ludzi pozbawionych domów, rodziny poległych i osoby oczekujące pomocy. Te doświadczenia miały znaczenie dla jego późniejszego nauczania, w którym miłość Ojczyzny łączył z odpowiedzialnością za człowieka, rodzinę i przyszłość narodu. Po wojnie Prymas stanął wobec prób podporządkowania Kościoła komunistycznej władzy. W memoriale Episkopatu Polski z 8 maja 1953 r., przygotowanym pod jego przewodnictwem, biskupi wyznaczyli granicę ustępstw w sprawach dotyczących wolności Kościoła: „Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus!”. Było to wspólne stanowisko Episkopatu, a nie tylko osobista deklaracja kardynała. 25 września 1953 r. Stefan Wyszyński został aresztowany i przez ponad trzy lata przebywał w odosobnieniu. W czasie internowania, w Stoczku Warmińskim, w Wigilię Bożego Narodzenia 1953 r. zapisał: „Nie zmuszą mnie niczym do tego, bym ich nienawidził”. Te słowa pozwalają odczytać jego postawę nie tylko jako sprzeciw wobec represji, ale również jako odmowę podporządkowania wewnętrznego życia człowieka nienawiści. Władza mogła odebrać mu możliwość swobodnego sprawowania urzędu, oddzielić go od wiernych i ograniczyć kontakty ze światem. Nie mogła natomiast narzucić mu stosunku do prześladowców. Właśnie w tym znaczeniu jego uwięzienie stało się świadectwem wolności sumienia. Prymas powracał do tej myśli również po odzyskaniu wolności. W Niepokalanowie w kwietniu 1969 r. powiedział: „Nienawiścią nie obronimy naszej Ojczyzny, a musimy jej przecież bronić. Brońmy jej więc miłością!”. Przypominał, że obywatel powinien zastanawiać się nie tylko nad tym, czego domaga się od państwa, ale także nad własną powinnością wobec narodu i jego członków. W takim ujęciu patriotyzm obejmował wychowanie dzieci, trwałość rodziny, uczciwą pracę, troskę o potrzebujących oraz poszanowanie godności każdego człowieka. Te zadania nie zastępowały obrony praw i wolności; stanowiły ich moralny fundament. Postawa Wyszyńskiego łączy doświadczenia wojennego kapelana, więźniów niemieckich obozów i duchownych prześladowanych po 1945 r. z późniejszym nauczaniem o pokoju społecznym. Nie chodziło w nim o rezygnację z przeciwstawiania się bezprawiu, lecz o przekonanie, że człowiek może bronić prawdy, nie czyniąc z odwetu zasady postępowania. Dlatego słowa „Non possumus” oznaczały granicę, której nie wolno przekroczyć w sprawach sumienia, a nie wezwanie do nienawiści wobec drugiego człowieka. Jan Paweł II – Westerplatte jako zobowiązanie sumienia 16 października 1978 r. kard. Karol Wojtyła został wybrany na Stolicę Piotrową. Europa pozostawała wówczas podzielona żelazną kurtyną, a społeczeństwa państw bloku wschodniego doświadczały ograniczeń wolności religijnej i obywatelskiej. Podczas inauguracji pontyfikatu Jan Paweł II wypowiedział wezwanie: „Nie lękajcie się!”. Słowa te, skierowane do całego Kościoła, nabrały szczególnego znaczenia dla ludzi żyjących w warunkach politycznego zniewolenia. Papież wskazywał, że strach nie powinien rozstrzygać o ludzkiej wierności prawdzie. Do tej myśli nawiązał 12 czerwca 1987 r. na Westerplatte, gdzie spotkał się z młodzieżą. W miejscu pamięci o żołnierzach broniących polskiej placówki we wrześniu 1939 r. powiedział: „Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje «Westerplatte»”. Historyczna obrona stała się w papieskim przemówieniu punktem wyjścia do rozważań o odpowiedzialności każdego człowieka. Chodziło o wartości, których należy bronić niezależnie od okoliczności: prawdę, godność osoby ludzkiej, rodzinę, wierność zobowiązaniom i czystość sumienia. Moralną dezercją może być nie tylko opuszczenie stanowiska podczas wojny, ale również świadome milczenie wobec krzywdy, zgoda na kłamstwo czy porzucenie zasad dla osobistej korzyści. Tego samego dnia, podczas Mszy Świętej dla świata pracy na gdańskiej Zaspie, Jan Paweł II mówił: „Nie może być walka silniejsza od solidarności”. Odwołał się do słów św. Pawła: „Jeden drugiego brzemiona noście” (Ga 6,2). Solidarność przedstawiał jako gotowość ponoszenia wspólnej odpowiedzialności, a nie jako więź opartą wyłącznie na sprzeciwie wobec przeciwnika. W ten sposób doświadczenie społeczne polskich robotników zostało powiązane z ewangelicznym obowiązkiem pomocy bliźniemu. Ta sama zasada była obecna w postawie kapelanów wojskowych, więźniów Dachau czy duszpasterzy środowisk prześladowanych: nie pozostawiać człowieka samego, gdy jego życie, wolność lub godność są zagrożone. Solidarność i ks. Jerzy Popiełuszko – prawda w życiu społecznym W sierpniu 1980 r. w polskich stoczniach, hutach i innych zakładach pracy rozpoczęły się protesty, których uczestnicy domagali się nie tylko poprawy warunków materialnych. Upominali się o prawo do zrzeszania się, godność pracownika, swobodę wyznawania wiary i poszanowanie obywatelskich praw. Na bramach zakładów obok biało-czerwonych flag umieszczano krzyże oraz wizerunki Matki Bożej. W czasie strajków odprawiano Msze Święte i organizowano wspólną modlitwę. Powstająca „Solidarność” stała się doświadczeniem współdziałania ludzi różnych środowisk, których łączyło przekonanie, że w obliczu niesprawiedliwości nie wolno pozostawać obojętnym. Wśród duchownych wspierających ten ruch szczególną rolę odegrał bł. ks. Jerzy Popiełuszko, związany z warszawskimi robotnikami i nazywany kapelanem „Solidarności”. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. odprawiał Msze Święte za Ojczyznę w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Pomagał rodzinom internowanych i więzionych, wspierał ludzi tracących pracę oraz przypominał o godności osób prześladowanych. Jego kazania dotyczyły nie tylko religijnego przeżywania cierpienia, ale także znaczenia prawdy w życiu publicznym. 31 października 1982 r. mówił: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie”. W sierpniu 1983 r. przypominał: „Prawda to zgodność słów z czynami”. W realiach stanu wojennego, cenzury i represji takie nauczanie dotykało podstawowych problemów społecznych. Nie można było bowiem odwoływać się do dobra obywateli, a równocześnie pozbawiać ich praw, stosować przemoc i utrzymywać oficjalną propagandę niezgodną z rzeczywistością. Ksiądz Popiełuszko odnosił te zasady do konkretnych ludzi: robotników wyrzucanych z pracy, rodzin oczekujących na uwięzionych bliskich, zastraszanych działaczy społecznych oraz ich dzieci. Nie oznaczało to przyzwolenia na odwet. W grudniu 1982 r. ks. Jerzy przestrzegał: „Przemoc nie jest oznaką siły, lecz słabości”. Źródłem jego postawy były słowa św. Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). W ten sposób domagał się sprzeciwu wobec niesprawiedliwości, ale równocześnie odrzucał przyjmowanie metod prześladowców. Było to nauczanie bliskie postawie Prymasa Wyszyńskiego, a także papieskiemu rozumieniu solidarności jako odpowiedzialności za drugiego człowieka. 19 października 1984 r. ks. Popiełuszko przebywał w Bydgoszczy, gdzie prowadził rozważania różańcowe. Modlił się między innymi o uwolnienie od lęku, zastraszenia i pragnienia odwetu oraz przemocy. Wieczorem, podczas powrotu do Warszawy, został uprowadzony przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, torturowany i zamordowany. Miał 37 lat. Jego pogrzeb odbył się 3 listopada 1984 r. i zgromadził tłumy uczestników, dla których stał się zarówno uroczystością religijną, jak i pokojowym świadectwem solidarności z prześladowanymi. Postawa ks. Popiełuszki pozostaje zrozumiała również na tle wcześniejszych wydarzeń. Ksiądz Zieja pomagał ludziom podziemia i współtworzył Komitet Obrony Robotników, ks. Gurgacz stanął przy żołnierzach ściganych przez aparat komunistyczny, kard. Wyszyński odmawiał podporządkowania sumienia władzy, a duchowni więzieni w Dachau pozostawali przy współtowarzyszach niedoli. Nie były to sytuacje historycznie tożsame, lecz wszystkie ukazują odpowiedzialność za człowieka, której nie wolno uzależniać wyłącznie od osobistego bezpieczeństwa. Łączyło je także przekonanie, że obrona prawdy nie musi i nie powinna oznaczać zgody na nienawiść. Przysięga, odpowiedzialność i pamięć Dzieje przywołanych duchownych pozwalają odczytać 19 października nie tylko jako rocznicę tragicznej śmierci ks. Popiełuszki, ale jako dzień pamięci o szerszym doświadczeniu służby. Ksiądz Skorupka pozostawał z młodymi ochotnikami pod Ossowem, ks. Ziółkowski z jeńcami w Kozielsku, ks. Miegoń ze swoimi marynarzami, a o. Czartoryski z rannymi na Powiślu. W Dachau ks. Frelichowski opiekował się chorymi na tyfus, bp Kozal umacniał współwięźniów, a ks. Jeż i późniejszy abp Majdański po ocaleniu podjęli obowiązek zachowania pamięci. Ksiądz Zieja służył ludziom konspiracji i prześladowanym, ks. Gurgacz towarzyszył żołnierzom powojennego podziemia, Prymas Wyszyński bronił wolności Kościoła i sumienia, a Jan Paweł II przypominał o odpowiedzialności za własne Westerplatte. Ksiądz Popiełuszko odnosił te same wymagania do losu robotników i społeczeństwa żyjącego w warunkach stanu wojennego. Ich biografie nie są jednakowe, podobnie jak nie można utożsamiać wojennej przysięgi, kapłańskich przyrzeczeń i społecznej odpowiedzialności obywatelskiej. W każdym z tych doświadczeń ważne pozostaje to, czy człowiek potrafi dochować wierności podjętemu zobowiązaniu. Nie zawsze oznacza ono oddanie życia. Nieraz wymaga uczciwej pracy, troski o rodzinę, wychowania dzieci, udzielenia pomocy skrzywdzonemu czy przeciwstawienia się kłamstwu. Pamięć historyczna ma więc znaczenie również dla współczesności, ponieważ przypomina o skutkach decyzji podejmowanych przez ludzi stojących wobec przemocy, zagrożenia i nacisku. W tym kontekście warto powrócić do roty przysięgi Armii Krajowej, od której rozpoczęła się ta opowieść, i przypomnieć również ślubowanie żołnierzy Batalionów Chłopskich. Odwoływano się w nim do pamięci przodków, sumienia człowieczego i obywatelskiego oraz obowiązku walki o wolność i niepodległość Polski. Przysięga kończyła się słowami: „Tak mi dopomóż Bóg!”. Wypowiadali je ludzie, dla których Ojczyzna oznaczała państwo, ale także rodzinny dom, społeczność, język, wiarę, kulturę i odpowiedzialność za sąsiadów. Dlatego obok walki zbrojnej tak wielkie znaczenie miały pomoc rannym, ochrona ludności i podtrzymywanie życia społecznego. Jan Paweł II, przywołując Westerplatte, przypominał, że każde pokolenie ma własne obowiązki, od których nie powinno uchylać się dla wygody. Przesłanie to można odnieść także do świadectwa duchownych niezłomnych. Nie wszyscy staniemy przed możliwością oddania życia za Ojczyznę, ale każdy staje wobec konieczności podejmowania decyzji moralnych. Niekiedy ich miarą będzie odmowa uczestnictwa w kłamstwie, niekiedy obrona człowieka pomawianego lub osamotnionego, a niekiedy umiejętność przebaczenia bez usprawiedliwiania doznanego zła. W takich decyzjach ujawnia się rzeczywista wierność sumieniu. Historia kapelanów wojskowych, duchownych więzionych w Dachau, księży zaangażowanych w pomoc ludziom podziemia i duszpasterzy „Solidarności” pokazuje, że patriotyzm nie sprowadza się do uroczystych deklaracji ani wspominania narodowych bohaterów. Obejmuje również troskę o człowieka, od którego zaczyna się odpowiedzialność za wspólnotę. Pozostaje w tym miejscu ponownie przywołać historyczne słowa Episkopatu Polski z 8 maja 1953 r., wypowiedziane pod przewodnictwem Prymasa Tysiąclecia: „Rzeczy Bożych na ołtarzach Cezara składać nam nie wolno. Non possumus!” Nie możemy wyrzekać się sumienia, uznawać krzywdy drugiego człowieka za sprawę obojętną ani zapominać, że solidarność zaczyna się od ludzi stojących obok nas. Wierność Ojczyźnie i Ewangelii, o której przypominają losy duchownych niezłomnych, nie kończy się na słowach przysięgi, kazania czy uroczystego ślubowania. Jej właściwą miarą jest życie zgodne z tym, do czego człowiek się zobowiązał.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję