Reklama

Kościół

Cichy triumf Maryi

Są konkretne znaki tego, że Maryja dokonuje nawrócenia ludzi, ich wewnętrznej przemiany. Dzieje się to czasem w bardzo prosty z pozoru sposób: gdy ktoś po raz pierwszy spojrzy głęboko w Jej oczy – podkreśla abp Wacław Depo, metropolita częstochowski, z którym rozmawiamy z okazji zakończenia peregrynacji kopii jasnogórskiego obrazu Matki Bożej.

Niedziela Ogólnopolska 19/2025, str. 28-31

[ TEMATY ]

abp Wacław Depo

peregrynacja obrazu Matki Bożej

Karol Porwich/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Ks. Jarosław Grabowski: Czy już rozumiemy, co nam chce powiedzieć Maryja przez znak częstochowskiego obrazu? Czy po rocznym nawiedzeniu już to wiemy? Ksiądz Arcybiskup stawia to pytanie w liście pasterskim na zakończenie peregrynacji kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej po parafiach archidiecezji częstochowskiej.

Abp Wacław Depo: Zanim wprost odpowiem na to pytanie, chciałbym jeszcze raz podziękować Opatrzności Bożej za list Ojca Świętego Franciszka, który przysłał do nas na progu tego wydarzenia. Pięknie połączył w nim zarówno samo dzieło peregrynacji i jego hasło: „Maryjo, ocal miłość i życie naszych rodzin”, jak i 100-lecie naszej archidiecezji oraz Rok Święty. Dlatego uważam to za dar Boży dla Kościoła częstochowskiego i dla osób, które z niego skorzystały. I to w pełni – przez odpust, który Penitencjaria Apostolska przewidziała dla uczestników tejże peregrynacji. Ten list, kończący się błogosławieństwem, czytany był każdego dnia, zaraz po Ewangelii nawiedzenia...

Reklama

A wracając do pytania: czego uczy nas Maryja? Na pewno wierności zamysłom Boga względem rodziny. W rekolekcjach czy misjach, które odbywały się w parafiach przed nawiedzeniem, przede wszystkim podkreślaliśmy znaczenie godności zarówno mężczyzny, jak i niewiasty tworzących rodzinę w czasach pełnych różnych zagrożeń... Podkreślano ważność myślenia o sobie w kategoriach wolności, ciągłego wyboru, pytania siebie: kim ja jestem? I dlatego wszystko to, co działo się wokół rodziny przez miniony rok – mam na myśli decyzje kolejnych ministerstw, nowy język stosowany w mediach – sprawiło, że peregrynacja wyzwoliła mnóstwo pięknych świadectw życia rodzin. To, powiedziałbym, jest owocem naszej peregrynacji. I mam ufność, że Maryja jako Wszechpośredniczka łask płynących od Jezusa, jako naszego Pana i Zbawiciela, będzie strzec granic bezpieczeństwa i wolności rodziny oraz tych zadań, które w rodzinach są wyznaczone przez Opatrzność.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Co to oznacza w praktyce?

To oznacza, że pierwszeństwo działania oddajemy w Jej ręce. Zdajemy sobie sprawę, że Maryja jest Matką wymagającą – niewątpliwie słuchającą, ale wymagającą. W obrazie jasnogórskim doświadczamy tego, gdy ukazuje nam Postać swojego i Bożego Syna. I powracały bez przerwy, właściwie chyba podczas każdego spotkania z Maryją, te Jej testamentalne słowa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek mój Syn wam powie”. Czyli – wsłuchujcie się w to, co jest w Ewangelii, co jest przekazem naszego Pana i Zbawiciela. W Starym Testamencie, przy dziele stworzenia, zapisano, że na początku, kiedy Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę, przekazał im zadanie budowania wspólnoty i odpowiedzialności za życie, które z nich przez miłość się poczyna, a później całą sprawę wychowania tego dziecka.

Nawiążę jeszcze do wspomnianego listu. Ksiądz Arcybiskup napisał, że nawiedzenie kopii obrazu jasnogórskiego było czasem przemiany. Co Ekscelencja ma tutaj na myśli? O jaką przemianę chodzi? Kogo ona dotyczy?

Reklama

Byłem świadkiem i uczestnikiem Mszy św. na placu Zwycięstwa w Warszawie w 1979 r. i tego wołania do Ducha Świętego o odnowienie oblicza tej ziemi. A co to znaczy? Najpierw chodzi o odnowienie naszych sumień. A sumienie to jest głos Boga w nas; to jest nie tylko sprawa imperatywu: czyń dobro, unikaj zła, ale też światło Ducha Świętego dla rozpoznawania znaków czasu, które są wyzwaniami na poszczególnych etapach życia Kościoła czy narodu. Bo widzimy – jak chociażby teraz, przy okazji kolejnych wyborów prezydenckich – że bez odniesienia się do Ducha Świętego będziemy chodzić po manowcach. I to wołanie z placu Zwycięstwa zostało teraz bardzo wzmocnione... Byłem też w Skoczowie 22 maja 1995 r., gdy papież wołał, że Polsce potrzeba ludzi sumienia. Czyli ludzi, którzy w kategoriach wołania do Ducha Świętego rozpoznają prawdę, ale i grzech. I podobnie: dopiero wtedy, kiedy się nawrócimy, z pomocą Ducha Świętego, tym aktem wolnego wyboru i działania, możemy być świadkami tej prawdy, w którą wierzymy.

Ksiądz Arcybiskup pisze i często powtarza, że musimy pamiętać, iż triumfy Boga i Maryi są ciche, ale realne. Jakie były realne znaki triumfu Maryi w czasie nawiedzenia? Docierają do nas informacje o cudach, których doznawali wówczas ludzie – tych duchowych i tych fizycznych. Czy wiemy o takich przypadkach?

Reklama

Wydarzenia te z pewnością wymagają pewnej dokumentacji, spisania, ale – jak wspomnieliśmy – one dzieją się po cichu. Papież Franciszek, gdy był na Jasnej Górze w lipcu 2016 r., powiedział, że Maryja jest bardzo konkretna w działaniu. Jak wtedy, gdy zadziałała w Kanie. I tu się okazuje, że nagle ktoś, kto był z dala od Kościoła przez ostatnie ileś lat, nagle przyszedł do swojej parafii na peregrynację i odnalazł się, czyli znalazł swoje miejsce w życiu i swój czas w ciągu zaledwie doby. To są konkretne znaki, że Maryja dokonuje nawrócenia ludzi, ich wewnętrznej przemiany. Dzieje się to czasem w bardzo prosty z pozoru sposób: gdy ktoś po raz pierwszy spojrzy głęboko w Jej oczy... Przyznam, że ilekroć towarzyszyłem przybyciu obrazu do parafii czy wspólnoty zakonnej, tej chwili, gdy opuszczał samochód-kaplicę, przeżywałem to głęboko jako pasterz tych miejsc, bo znałem pewne uwarunkowania, które się dzieją w parafiach. Czy to od strony współpracy księży, czy jakiegoś konfliktu, który pojawił się w danej parafii. Dlatego za każdym razem przychodziłem z jakąś konkretną prośbą. I powiem, że coś podobnego przeżył nasz nuncjusz apostolski Antonio Guido Filipazzi. Ma on zwyczaj odwiedzać Jasną Górę co miesiąc i podczas takiej wizyty powiedział do mnie i do grona osób towarzyszących, że nim zdążył wypowiedzieć, nawet tak wewnętrznie, swoją prośbę, już został wysłuchany. Czyli samo przybycie tutaj jest źródłem łaski. Teraz wszystko zależy od naszej wiary i naszego osobistego wejścia w klimat spotkania z Maryją...

A zatem ta przemiana, choć realna, konkretna, jest raczej cicha, niespektakularna...

Tak. Takim zwycięstwem wiary zewnętrznym, że tak ośmielę się to nazwać, jest choćby fakt, iż po okresie pandemii nasza peregrynacja weszła w czas uspokojenia, pozbycia się strachu, lęku. Pamiętamy te puste kościoły, te pięć osób, które mogły wejść do świątyni – i to nawet tak dużej jak np. Jasna Góra... I nagle te kościoły znów się wypełniły. Ale wciąż mamy ważne zadanie do wykonania, które powtarzałem przy okazji każdej wizyty Matki Bożej – odzyskanie ludzi młodych. Bo kościoły zapełnia dziś pokolenie ludzi starszych i w średnim wieku. Młodzieży czy nawet dzieci jest niezbyt duża reprezentacja...

Reklama

To jest pewne wyzwanie, o które zapytam na koniec. Dziennikarze Niedzieli podczas peregrynacji w parafiach stawiali wiernym liczne pytania, m.in.: „kim jest dla Ciebie Matka Boża?”. Odpowiedzi zawsze były szczere i bardzo ciekawe. Przytoczę chociażby wypowiedź 17-letniego Norberta z jednej z częstochowskich parafii, który na to pytanie odpowiedział: „Kimś wyjątkowym, Matką, o której wiem, że zawsze mogę się do Niej zwrócić, szczerze Jej wyznać to, co mi leży na sercu”. Inna osoba, Kinga z VII klasy, powiedziała: „Gdy mam jakiś problem, zawsze się do Niej zwracam. No, nie jest tak, że od razu mi pomoże w tych moich problemach, potrzeba cierpliwości, ale zawsze mi pomaga”. W związku z tym moje pytanie brzmi: kim jest Matka Boża Częstochowska dla Metropolity Częstochowskiego?

Dziękuję za tę podpowiedź i za przytoczenie wypowiedzi tych młodych ludzi. Ja, jako dogmatyk z wykształcenia i z przekonania, bardzo pilnuję, żeby Maryja była ukazywana w całości obrazu, a nie tylko w przedstawieniach Jej Twarzy – Oblicza. Dostrzegajmy Maryję Jasnogórską w całości obrazu, razem z Jej Synem, do którego nas prowadzi. To jest również nasze zadanie, żeby dzisiaj, kiedy wypowiadamy słowa Credo, pamiętać, że Ona podchodzi z nami do Syna. Bo jedynym Odkupicielem, jedynym Pośrednikiem i Źródłem łaski jest sam Bóg. Ten Bóg, który wyraził się przez swojego Syna jako Boga Człowieka.

A gdyby wspomniana Kinga zapytała bezpośrednio: kim dla Księdza Arcybiskupa jest Maryja?

Nie sposób znowu nie nawiązać do relacji rodzinnej, czyli spotkań z własną matką, która ukazywała nam, że jest Ktoś większy, potężniejszy w miłości, w działaniu, w pośrednictwie. I to przekazywanie wiary w tej sztafecie jest, powiedziałbym, znowu moim zadaniem, żeby wyznać: ja odkrywam Maryję jako Pierwszą w porządku łaski – moją Matkę.

Co to znaczy?

Reklama

To jest łaska, już samo życie jest łaską, bo przecież ja sobie nie zawdzięczam życia. Zawdzięczam je mojej mamie, która mnie zrodziła z miłości. Dlatego uwierzyłem w jej miłość. I nagle zostałem teraz poprowadzony do Kogoś, kto mnie kocha takiego, jakim jestem. Dlatego gdyby Kinga chciała, bym powiedział, kim jest dla mnie Maryja, odpowiedziałbym, że tym samym darem Matki, który otrzymaliśmy od Chrystusa, i to z wysokości krzyża. Trzeba jednak pamiętać o tym, że nikt nie ma większej miłości niż Ten, kto, odchodząc z tego świata, przekazał nam to, co ma najpiękniejszego i najdroższego. Czyli – Chrystus przekazał nam Maryję jako Pośredniczkę przy Jego Sercu.

W tym roku obchodzimy jubileusz 100-lecia diecezji częstochowskiej, na który możemy patrzeć również przez pryzmat tego, co przed nami. Jest wiele wyzwań, przed którymi stoi Kościół częstochowski, m.in. zmniejszająca się liczba wiernych w kościołach, szczególnie ludzi młodych, zmniejszająca się liczba kapłanów, ryzyko łączenia parafii i rosnąca obojętność ludzi wobec Jezusa i Jego Kościoła. Gdyby Ksiądz Arcybiskup wskazał to najważniejsze wyzwanie duszpasterskie, przed którym stoi nasz Kościół częstochowski...

Nim spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, powiem, że w Akcie Zawierzenia w Wieluniu 6 kwietnia 2024 r., na progu peregrynacji, właściwie wypowiadaliśmy te wszystkie prośby czy zawierzenia związane z owym 100-leciem. Jest ono nie tylko zapisem historycznym, nieraz pełnym przepięknych kart, ale i obrazem zmagań, jak chociażby przeżycia podczas II wojny światowej czy w czasach komunizmu. Później zostaliśmy obdarowani pontyfikatem Jana Pawła II i wieloma świętymi, których papież Polak wyniósł na ołtarze, żebyśmy się nie zagubili i żebyśmy wiedzieli, że – tak jak nas pouczał – jesteśmy wychowani do zwycięstwa dobra i prawdy. A to, że będą wyzwania, niebezpieczne ścieżki i wiraże, to jest realizm życia i wiary chrześcijańskiej.

Reklama

I dlatego w odpowiedzi na Księdza pytanie powiedziałbym, że największym zagrożeniem są nie tylko sekularyzacja, ale i obojętność na życie religijne. To tak, jakby człowiek stawał się wysuszoną ziemią, na której słowo Boże, choć jest głoszone, nie przyjmuje się, nie owocuje. Dla mnie jest to niepojęte, bo jak można żyć bez Ciebie, Chrystusie? I, oczywiście, ktoś powie: można, bo jestem dramatycznie wolny. Ale jest drugie pytanie: czy można bez Jezusa owocować, tzn. przynieść owoc, stać się darem dla drugich? Człowiek zapatrzony w siebie nie ma potrzeb duchowych, nie mówiąc już o umiejętności nazywania rzeczy po imieniu w kategoriach zła. Pius XII napisał, że największym grzechem naszego czasu jest zanik poczucia grzechu. I właśnie to: zanik poczucia grzechu i nienazywanie grzechu po imieniu rodzi pustkę, czyli zanik poczucia obecności Boga w naszym życiu. I tutaj Maryja wchodzi w tę szczelinę serca... Wierzę w to, bo kiedy codziennie staję przed Jej Obliczem, powierzam Jej wszystko, czym żyję ja, czym żyje Kościół, czym żyje nasza ojczyzna. Wspomniana obojętność religijna jest bardzo niebezpieczna, bo jesteśmy obecnie na wirażu dziejów Kościoła i Polski. I znowu nie inaczej, jak przy pomocy Ducha Świętego, możemy wyjść na prostą i uzdrowić sytuację.

To pytanie często stawiane jest przez duszpasterzy: jak to zrobić? Jak wyrwać człowieka z obojętności na Boga? Mamy jakąś receptę na to, w tym konkrecie duszpasterskim?

Gdy spotykam kogoś, kto wykrzykuje w moją stronę przykre słowa, mówię mu: ja się za pana/panią pomodlę. A ten ktoś dalej krzyczy: nie chcę twojej modlitwy! Wtedy mówię: to nie jest mój obowiązek. To jest mój dar. Kiedyś miałem dość dramatyczne spotkanie z pewną wspólnotą i był tam ktoś, kto strasznie na mnie krzyczał. Powiedziałem: przebaczam. Spotkamy się na Sądzie Ostatecznym. I wtedy zakończył się spór, ten krzyk się wyciszył. Bo ktoś usłyszał, że i mnie, i jego czeka Sąd Ostateczny; że zarówno jego, jak i moje życie kończy się śmiercią. I tylko kwestią czasu jest osąd mojego i czyjegoś życia przez samego Boga. Doradzam więc, żeby starać się rozbijać tę skorupę obojętności, bo to odrzucanie elementu religijnego i nadprzyrodzoności w życiu jest dla nas największym wyzwaniem.

Jubileusz to również okazja do składania życzeń. Niewątpliwie te życzenia spływają do Księdza Arcybiskupa z różnych stron, różnych środowisk. A czego Ksiądz Arcybiskup życzy wiernym Kościoła częstochowskiego?

Wróćmy do źródła, którym jest maryjność polskiego katolicyzmu. Bądźmy wierni tej drodze maryjnej w naszym osobistym życiu czy w życiu naszego Kościoła, który ma charyzmat właśnie Jasnej Góry, ale i innych sanktuariów maryjnych – jak Królowa Rodzin w Leśniowie czy Matka Życia w Rozprzy albo Matka Pocieszenia w Wieluniu. Ważne, żebyśmy umieli ocalić to, co otrzymaliśmy od naszych poprzedników, również biskupów i kapłanów, którzy nas na tych drogach prowadzili. Niech więc teraz każdy z nas dołoży jakąś cząstkę siebie, żeby to świadectwo było coraz bardziej przejrzyste.

2025-05-06 14:43

Oceń: +8 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Habit znakiem zachęty

Niedziela częstochowska 8/2025, str. IV-V

[ TEMATY ]

peregrynacja obrazu Matki Bożej

Karol Porwich/Niedziela

Przełożona prowincji z radością powitała Matkę Bożą

Przełożona prowincji z radością powitała Matkę Bożą

Są różne reakcje na habit. Zdarzają się, owszem, nieprzyjemne sytuacje, ale myślę, że ten znak jest bardzo potrzebny – zaznacza s. Ezechiela Jolanta Płudowska, przełożona prowincji Zgromadzenia Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego.

Formalne założenie zgromadzenia miało miejsce w 1894 r. Historię zakonu otwierają św. Józef Sebastian Pelczar i bł. s. Klara Ludwika Szczęsna. Przy zawiązaniu pierwszej wspólnoty założyciel wypowiedział do sióstr słowa, które wpisane są w ich charyzmat: „Służebnice Serca Jezusowego, waszym szczególnym zadaniem ma być praca nad rozszerzaniem nabożeństwa do Boskiego Serca (...) Waszym staraniem będzie za miłość niezmierzoną odwzajemniać się miłością bez ograniczenia i wynagradzać Panu te zniewagi, jakie od tylu zaślepionych i niewdzięcznych ponosi, a nadto rozszerzać wedle sił cześć i miłość Serca Jezusowego”. I tak, nieprzerwanie, zgromadzenie zaznacza swoją obecność już nie tylko w Polsce, ale i na świecie.
CZYTAJ DALEJ

Pieszo do Asyżu cz. 1

2026-07-08 23:47

ks. Łukasz Romańczuk

Pielgrzymi na zejściu z Chiusi di Verna

Pielgrzymi na zejściu z Chiusi di Verna

Dziś rozpoczęliśmy piesze pielgrzymowanie od miejsca stygmatów św. Franciszka w La Vernie do miejsca śmierci w Asyżu. Rozpoczął się trud pielgrzymowania pod różnym względem, ale w tym czasie umocnieniem jest słowo Boże i świadomość tego, że tymi drogami, którymi podążamy i miejsca, które odwiedzamy - ponad 800 lat temu mógł przemierzać św. Franciszek wraz ze swoimi uczniami.

Idąc do franciszkańskiego sanktuarium w La Vernie należy przemierzać wysoko w górę. Niby z miejscowości wydaje się, że to jest blisko, bo w linii prostej 700 metrów, a drogą samochodową dobrych 15 minut. Rozpoczęcie pielgrzymki było dobrą okazją do poszerzenia wiedzy o Biedaczynie z Asyżu. Postać znana, lubiana, a jednak historia jego życia i momenty, w których nie miał łatwo, zawsze kruszą serce. Gdy wejdzie się na plac przykościelny, oczom pielgrzyma ukazuje się piękny widok gór. Idąc jednak blisko sanktuarium można odnaleźć malowidła ukazujące życie św. Franciszka, na różnych etapach życia, zaczynając od dnia narodzin, przez rozpoczęcie drogi wierności Chrystusowi, spotkanie z sułtanem, czy właśnie na końcu, przy ostatnim malowidle wchodzi się do kaplicy stygmatów. W trakcie poznawania lub przypominania sobie życia tego świętego, można wejść przez niewielki portal - ale jakby do nowej rzeczywistości. Przejście z budynku do miejsca, gdzie widzi się surowe skały, a które św. Franciszek porównał do rozdartej na dwie części zasłony przybytku, gdy Chrystus umierał na krzyżu. Surowe rozdarte skały, drzewa, chłód powietrza i wejście do groty, gdzie Franciszek został dotknięty przez Boga. W czasie, kiedy jego wspólnota była w kryzysie, bo przecież, jak podają historia, został odsunięty od wspólnoty, był już u kresu swojego życia, czy też zaczyna doskwierać mu ślepota - po ludzku był w mocnym kryzysie, a mimo to otrzymuje od Pana Boga stygmaty. W kaplicy stygmatów modliliśmy się o dobre owoce naszego pielgrzymowania, a po błogosławieństwie ruszyliśmy w drogę. Szlak szybko zweryfikował siły pielgrzymów. Jedno z pierwszych podejść zza Chiusi Della Verna były mocną próbą. Ten moment można porównać do pierwszego czytania od proroka Ozeasza, w którym Bóg pragnie przeorać serce człowieka i chce, aby zburzył ołtarz nie jemu wybudowany. Takie momenty są świetna okazją do wyjścia ze strefy komfortu i zmierzenia się w nową rzeczywistością, przed którą stawia człowieka Opatrzność Boża. I pomyśleć że tego typu drogami przechadzali się tacy wielcy święci jak Franciszek z Asyżu i jego bracia.
CZYTAJ DALEJ

Czy otwieram się na Bożą łaskę? Czy ją przyjmuję? Czy pozwalam, aby we mnie wzrastała?

2026-07-09 11:40

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Adobe Stock

Siewcą jest przede wszystkim Bóg. On rozsiewa hojnie dobro. Udziela obficie swoich łask. Nikomu niczego nie szczędzi. Każdy człowiek jest obdarowany Jego darami. Nikt nie może więc powiedzieć, że ominęła go Boża łaska. Każdy ma jej tyle, ile potrzebuje.

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: «Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!» Przystąpili do Niego uczniowie i zapytali: «Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?» On im odpowiedział: «Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane, i w nadmiarze mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą nawet to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że patrząc, nie widzą, i słuchając, nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza: „Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli, i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił”. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. Wy zatem posłuchajcie przypowieści o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane wreszcie na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję