Reklama

Kościół

Prostota i świętość

Niezłomny prymas, książę Kościoła, mąż stanu, interrex – wszystkie te określenia przylgnęły do bł. Stefana Wyszyńskiego, budując jego pomnikowy wizerunek. Takie postrzeganie prymasa to jednak tylko jedna strona jego wizerunku.

Niedziela Ogólnopolska 21/2026, str. 26-27

[ TEMATY ]

Kardynał Stefan Wyszyński

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

Dzieci lgnęły do kard. Wyszyńskiego, a on lubił z nimi rozmawiać

Dzieci lgnęły do kard. Wyszyńskiego, a on lubił z nimi rozmawiać

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Przez cały okres posługi prymasowskiej kard. Wyszyński pozostawał bezpośrednim, wrażliwym i skracającym dystans człowiekiem. Takim właśnie zapisał się w pamięci osób, z którymi najczęściej się spotykał.

Dzieci lgnęły do niego

– Kiedyś na Mszy św. w kaplicy na Miodowej był obecny Amerykanin, który kończył pracę w ambasadzie. Poprosił prymasa, aby przed wyjazdem mógł przyjść z żoną, która chciała być bierzmowana przez Ojca. Przyszli ze swoimi dwiema córeczkami. Po Liturgii prymas wziął na ręce młodszą, 3-letnią, a ona zaraz zdjęła mu piuskę z głowy i założyła ją sobie na główkę. Ojciec był bardzo bezpośredni i zwyczajnie ludzki – wspomina Krystyna Szajer, która od 1960 r. pracowała przy przepisywaniu nagrań kazań prymasa w jego sekretariacie na Miodowej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Dzieci w ogóle nie bały się prymasa i miały śmiały przystęp do niego. W czasie jednej z prymasowskich celebracji liturgicznych do siedzącego na tronie kard. Wyszyńskiego podszedł mały chłopczyk i powiedział: „Ty mi się podobasz”, na co prymas odpowiedział: „A ty mnie też”. Wtedy chłopiec śmiało poprosił: „Daj obrazek”. Otrzymał obrazek z Matką Bożą, ale na tym nie zakończył negocjacji. Po chwili wrócił i powiedział: „Daj drugi dla mojej siostry” – i dopiero gdy dostał to, co chciał, wrócił do rodziców.

Reklama

O wielkim szacunku prymasa do każdego człowieka świadczy również historia, która na trwałe zapisała się w pamięci Urszuli Grzelak, członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. – Pewnego dnia do Choszczówki przyszła grupa przedszkolaków z wychowawczynią, aby móc spotkać się z Ojcem. W tym czasie w kaplicy kurpiowskiej sprawowana była jednak Msza św. i odbywało się spotkanie z kapłanami. Wszystko się przedłużało. Nie wiedziałam, jak się zachować. Nie chciałam przeszkadzać w Liturgii i ważnym spotkaniu, a z drugiej strony dzieci też były ważne. Poprosiłam więc, aby poczekały, aż prymas skończy. Czekały i czekały, ale po dłuższym czasie musiały już wracać – opowiada p. Urszula. Gdy później powiedziała prymasowi o tej sytuacji, ten bardzo się zmartwił i odrzekł: „Bardzo źle zrobiłaś. Pamiętaj na przyszłość: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie»”. – Ojciec tłumaczył mi, że nigdy nie wiadomo, jakie łaski Bóg przygotował dla tych dzieci w związku ze spotkaniem z prymasem: „Wiesz, nie wiadomo, czy to spotkanie nie zaważyłoby na ich dalszych losach w życiu”. Byłam tak oszołomiona, było mi bardzo przykro. Przepraszałam, a potem się za te dzieci modliłam, żeby tylko nie było nic złego w ich życiu, żeby wyrosły na porządnych, dobrych ludzi, żeby im Bóg błogosławił – wspomina p. Urszula i dodaje: – Prymas powiedział mi jeszcze: „Pamiętaj, nawet gdyby była Msza św., to masz wprowadzić dzieci do kaplicy”. To była hierarchia wartości u prymasa.

Potrafił pomóc

Troska o człowieka dotyczyła nie tylko najmłodszych. Prymas, na ile mógł, starał się zaradzić zmartwieniom, trudnościom czy smutkom. – Po katastrofie samolotu Ił-62 „Mikołaj Kopernik”, który rozbił się 14 marca 1980 r. na terenie Fortu VI (Okęcie), niedaleko warszawskiego lotniska (wtedy tragicznie zginęła Anna Jantar), prymas natychmiast udał się do archikatedry i skierował do rodzin ofiar przepiękne słowo – podkreśla p. Krystyna.

Kardynał Wyszyński był bardzo otwarty na drugiego człowieka, przejawiał troskę o każdego, dostrzegał potrzeby innych, nawet mocno ukryte zmartwienia i smutki. – Dyskretnie wtedy pomógł i pocieszył. Każde spotkanie, każda rozmowa z nim były wzniesieniem człowieka ku Bogu, dawały pokój w sercu. Ojciec stwarzał atmosferę miłości. Nigdy żadnego pośpiechu, niezależnie od tego, czy ktoś w porę, czy nie w porę do niego przyszedł. Miał wielki szacunek do człowieka, a także piękne spojrzenie na drugiego. Zawsze patrzył człowiekowi w oczy. Mnie się wydawało, że on wszystko o mnie wie, bo to spojrzenie przeszywało do głębi – wyznaje p. Urszula.

Czekoladki w Wielkim Poście

Reklama

Prymas na pierwszym miejscu po Bogu stawiał miłość bliźniego. Kiedyś w czasie wielkopostnego spotkania Instytutu, które odbywało się w podwarszawskich Laskach, dostał czekoladki. – Ojciec przyniósł pudełko i częstuje. Jedna wzięła, druga wzięła, trzecia nie, któraś schowała na później. A tej, co powiedziała: ja nie mogę, odpowiedział tak: wiesz, dziecko, to nie tak. Bo ja wiem, że ty sobie ślubowałaś w Wielkim Poście nie jeść słodkiego. Ale jak ojciec częstuje, to ważniejsza jest miłość bliźniego i żeby nie zrobić przykrości niż twoje posty – opowiada Anna Rastawicka, która przez 12 lat pracowała w Sekretariacie Prymasa Polski.

Kardynał Wyszyński troszczył się także o wakacyjny wypoczynek dzieci z ubogich rodzin. Fundował im wyjazdy, pomagał materialnie, gdy dostrzegał biedę. – O tym nie mówi się dużo, ale Ojciec wielu ubogim rodzinom zapłacił za niezbędne meble, wyposażenie mieszkań, a nawet ubrania. Świadczył miłosierdzie wobec potrzebujących ludzi, których w powojennej Polsce było bardzo wielu – wspomina p. Szajer.

Wdzięczność i prostota

Prymas Tysiąclecia był również człowiekiem wdzięczności. – Umiał za wszystko dziękować i doceniać pracę innych. Zawsze po posiłku przychodził do kuchni, by podziękować. To była kultura wyniesiona z domu rodzinnego – zauważa p. Grzelak.

W kaplicy w Choszczówce prymas często siadał także do konfesjonału. Pewnego dnia kapłan, który odprawiał w tym czasie Mszę św. i miał głosić homilię, tak się zestresował obecnością prymasa, że bał się, iż nie będzie w stanie wygłosić kazania. Kardynał Wyszyński jednak po Ewangelii dyskretnie opuścił konfesjonał, aby nie stresować tego księdza.

Reklama

– Ojciec każdego traktował jak dziecko Boże. Człowiek po kontakcie z prymasem nie odczuwał żadnego lęku. Nawet gdy dzieci przychodziły nieraz do Choszczówki, żeby się z nim spotkać, to siadał z nimi na podłodze i rozmawiał. To była jego prostota, a zarazem świętość – mówi p. Urszula i zauważa: – Chociaż studiowałam na ATK, studia nie dały mi tyle, ile spotkania i rozmowy z prymasem.

Kochał przyrodę

Kardynał Wyszyński był również wspaniałym obserwatorem świata przyrody. Dostrzegał go, umiał go podziwiać, radować się nim i dziękować Bogu za ten dar. Potrafił spostrzec i nazwać każdy kwiat. Widział w tym wielkość i miłość Boga Stwórcy. – Prosił, aby nie zrywać kwiatów w ogrodzie, by mogły wychwalać Boga swoim pięknem. Mówił, że taki ścięty kwiat to już trup. Najbardziej lubił te najmniejsze kwiatki rosnące w trawie, których z daleka nie było widać. Miał do nich największy sentyment, one najbardziej go cieszyły. Z wielką troską i uwagą starał się nie zdeptać żadnego kwiatka rosnącego w trawie, mówił: „Nawet w najmniejszym kwiatku Bóg objawił swoją miłość taką samą, nic nie mniejszą, jak wobec dużych, szlachetnych kwiatów, jak róża” – zwraca uwagę p. Urszula.

Przez Maryję

Każdy dzień kard. Wyszyński kończył modlitwą Apelu Jasnogórskiego. Przynosił wtedy to, co wydarzyło się w Kościele i ojczyźnie, spotkanych ludzi, ich problemy, i w duchu liturgii wszystko to oddawał Matce Bożej. – Kard. Wyszyński na koniec Apelu wszystkim błogosławił. Docierał do każdego człowieka, do każdej rodziny i błogosławił całemu narodowi – podkreśla p. Szajer i dodaje: – Wiedział doskonale, że to przez wstawiennictwo Maryi dzieją się w sercach Polaków największe i najpiękniejsze zwycięstwa.

2026-05-19 14:48

Ocena: +3 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Z miłości do Matki Bożej

Niedziela zamojsko-lubaczowska 47/2021, str. VI

[ TEMATY ]

pomnik

Kardynał Stefan Wyszyński

Zdjęcia: Joanna Ferens

Pomnik kard. Stefana Wyszyńskiego

Pomnik kard. Stefana Wyszyńskiego

Na rynku w Goraju został odsłonięty i uroczyście poświęcony pomnik bł. kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Uroczystość rozpoczęła się od Mszy św. w kościele św. Bartłomieja Apostoła, której przewodniczył ks. inf. Kazimierz Bownik, obchodzący tego dnia jubileusz 60-lecia kapłaństwa. Ks. Kazimierz Bownik w latach 1961-65 posługiwał w tej parafii i właśnie tu świętował ten wyjątkowy jubileusz. Ksiądz infułat poświęcił pomnik bł. Stefana kard. Wyszyńskiego.
CZYTAJ DALEJ

Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

„Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi". Lekcjonarz otwiera tydzień Hioba od sceny dworskiej. Niebo jest tu salą rozpraw, synowie Boży radą, a wśród nich ha-satan, z rodzajnikiem, więc nie imię, lecz funkcja. Oskarżyciel, przeciwnik procesowy, ten, kto przemierza ziemię i zbiera materiał. Kanonista rozpozna w nim urząd rzecznika oskarżenia, i to jest lektura zamierzona przez autora, bo szatan Hioba nie jest jeszcze diabłem późniejszej teologii. Jest stroną w sporze, która ma prawo zadać pytanie. „A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba?" To Bóg wskazuje na Hioba, nie oskarżyciel. Próba zaczyna się od pochwały. „Czyż za darmo Hiob czci Boga?" Ha-chinnam. Za darmo, bez interesu. To pytanie jest osią całej księgi i osią każdej religii. Oskarżyciel nie kwestionuje pobożności Hioba, kwestionuje jej motyw. Czcisz, bo Ci się opłaca, bo zostałeś ogrodzony błogosławieństwem jak winnica. Zabierz ogrodzenie, a zobaczysz, co zostanie. Bóg przyjmuje zakład i wyznacza granicę. Majątek tak, osoba nie. Potem następują cztery posłańce, każdy z tą samą formułą „ja sam uszedłem, by ci o tym donieść", i każdy przychodzi, „gdy ten jeszcze mówił". Sabejczycy, ogień z nieba, Chaldejczycy, wicher. W jedno popołudnie Hiob traci woły, owce, wielbłądy, sługi i dziesięcioro dzieci. Autor nie skraca listy, bo chce, żeby czytelnik usłyszał każdy cios osobno. „Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!" JHWH natan we-JHWH laqach. Kościół wkłada te słowa w usta wszystkim, którzy chowają swoich, i rzadko pamięta, że wypowiedział je człowiek, który tego samego dnia stracił wszystko. Odpowiedź Hioba jest odpowiedzią na pytanie oskarżyciela. Czci za darmo, bo czci także wtedy, gdy nic nie zostało. W tym tygodniu usłyszymy jego skargę o Bogu, z którym nie da się procesować (30 IX), jego wołanie o Wykupiciela, który wstanie jako ostatni (1 X), i epilog, w którym Bóg przyzna mu rację przeciw przyjaciołom (3 X). Dziś słyszymy tylko pierwszy dzień i pierwsze zdanie. Wacław, wspominany dziś książę czeski, zabity przez brata u drzwi kościoła, do którego szedł na jutrznię, jest w tej perykopie po stronie Hioba. Czcił za darmo, aż po próg. „W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości". Oskarżyciel przegrał pierwszą rundę. Proces jednak trwa. I jest to treść całej reszty tej pięknej natchnionej księgi.
CZYTAJ DALEJ

Komunikat Komisji Konferencji Episkopatu Polski ds. Misji na stulecie ustanowienia Światowego Dnia Misyjnego

Misje to nie umiejętność zarządzania czy tworzenia ośrodków pomocy. To sprawa wiary i świadectwa dawanego przez wszystkich ochrzczonych – czytamy w komunikacie Komisji Konferencji Episkopatu Polski ds. Misji na stulecie ustanowienia Światowego Dnia Misyjnego czyli Niedzieli Misyjnej. W tym roku Niedziela Misyjna przypada 18 października.

W komunikacie podpisanym przez przewodniczącego Komisji KEP ds. Misji bp. Jana Piotrowskiego i dyrektora krajowego Papieskich Dzieł Misyjnych w Polsce ks. Macieja Będzińskiego czytamy, że „misja Kościoła jest zakorzeniona w źródle, jakim jest wewnętrzne życie Boga”. „To dar posłania Syna i wzmocnienia wierzących darami Ducha Świętego jest siłą misyjnej wspólnoty. Zatem misje to nie umiejętność zarządzania czy tworzenia ośrodków pomocy. To sprawa wiary i świadectwa dawanego przez wszystkich ochrzczonych” – wskazują duchowni.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję