Reklama

Kościół

Schizma w Kościele?

Lefebryści – wbrew przestrogom Stolicy Apostolskiej – zdecydowali się w imię głoszonej „wyższej konieczności” dokonać 1 lipca święceń kolejnych biskupów. Taki akt bez zgody papieża oznacza w Kościele schizmę, czyli zerwanie jedności kościelnej.

Niedziela Ogólnopolska 26/2026, str. 24-25

[ TEMATY ]

lefebryści

Bractwo św. Piusa X

Autorstwa Antonisse, commons.wikimedia.org

Abp Marcel Lefebvre, założyciel Bractwa, celebrujący Mszę w tradycyjnym rycie rzymskim

Abp Marcel Lefebvre, założyciel Bractwa, celebrujący Mszę w tradycyjnym rycie rzymskim

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Do pewnego stopnia z obowiązku byłem w marcu na filmie Arcybiskup Lefebvre – dlaczego? Pomijając wartość artystyczną filmu, która nie jest najwyższych lotów, ma on niewątpliwie jednoznaczne przesłanie, sformułowane już na początku. Arcybiskup Marcel Lefebvre, a teraz jego kontynuatorzy mieliby stanąć wobec „wyższej konieczności” rozbicia Kościoła w imię wierności Kościołowi. Moim zdaniem, film zmierzał do pokazania jedynie tego, że ta „wyższa konieczność” została już zdecydowana, o czym zresztą powiedziałem, zabierając głos po seansie. Odwołano się przy tym na samym początku filmu do kłamstwa, jakoby kard. Karol Wojtyła w okresie krakowskim, opierając się na takiej zasadzie, święcił księży dla Kościoła w Czechosłowacji, gdy nie można tam było tego czynić z powodów prześladowania Kościoła przez państwo czechosłowackie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ta „wyższa konieczność” na filmie jest uzasadniana tym, że odnowa liturgiczna po Soborze Watykańskim II jest przejawem zakwestionowania tradycji kościelnej w dziedzinie wiary w Eucharystię. Zarzuca się odnowie liturgicznej, że dokonała ona jakiejś „luteranizacji” Mszy św. i że w odnowie uczestniczyli rzekomo jacyś masoni. Dzieje się tak nieustannie, mimo że dla ratowania jedności Kościoła papież Benedykt XVI wobec tzw. tradycjonalistów poszedł na daleko idące ustępstwa w dziedzinie celebrowania Mszy św. według dawnego obrzędu. Niczego to – jak zresztą od początku przewidywałem – nie rozwiązało, ale stało się powodem dalszych nadużyć i kolejnych ataków na papieży Soboru Watykańskiego II. Za ostatniego „prawdziwego” papieża tradycjonaliści właściwie uznają św. Piusa X.

Problem stał się poważny, ponieważ zwolennicy abp. Lefebvre’a zdecydowali się w imię głoszonej „wyższej konieczności” dokonać święceń kolejnych biskupów. Taki akt bez zgody papieża oznacza w Kościele schizmę, czyli zerwanie jedności kościelnej, a więc „zranienie” jedności kościelnej – jak mówił św. Jan Paweł II.

Kościół jest jeden z woli Chrystusa

Reklama

Kościół od samego początku, czerpiąc z nauki samego Chrystusa, który jest jego Głową, mocno podkreśla, że jedność jest pierwszym i podstawowym przymiotem Kościoła. Świadczy o tym fakt, że w Wieczerniku, żegnając się z Apostołami tuż przed swoją męką, Jezus modlił się o jedność swoich uczniów: „Aby stanowili jedno” (J 17, 11). W tym przypadku chodzi jednak nie tylko o bronienie przymiotu Kościoła, ale o coś bardziej zasadniczego. Z jedności Kościoła, która jest znakiem, gwarancją i manifestacją, wypływa jego skuteczność jako narzędzia zbawienia. Im Kościół jest bardziej zjednoczony wewnętrznie i zewnętrznie, tym bardziej jest wiarygodny i skuteczny w swoim działaniu. Dowodzą tego racje biblijne i teologiczne, ale także rozmaite i bardzo liczne doświadczenia historyczne. Gdy Kościół bywał osłabiony w swojej jedności, łatwo stawał się np. przedmiotem nacisków politycznych i władcy starali się go sobie podporządkować. Gdy jedność ulegała zachwianiu, gasły zapał misyjny i apostolski.

Mając na uwadze to podstawowe przekonanie, Ojcowie Kościoła od samego początku wśród najcięższych grzechów, jakich może dopuścić się wierzący, wymieniali schizmę, herezję i apostazję, czyli grzechy skierowane wprost przeciw Kościołowi i jego jedności. Schizma to rozbijanie Kościoła, herezja to opowiadanie się za błędami w dziedzinie doktryny i obyczajów, czyli odchodzenie od prawdy, a apostazja to porzucenie Kościoła rzymskiego przez odejście do jakiejś grupy chrześcijańskiej, która nie zachowuje z nim jedności, albo przejście do innej religii. Dla nawracających się w praktyce starożytnej pokuta za tego rodzaju grzechy była na ogół publiczna i stosunkowo ciężka, ponieważ były to grzechy oddalające społeczność wierzących od zbawienia danego w Jezusie Chrystusie.

Mamy zasadnicze powody, aby wyrażać niepokój z powodu zbliżającej się szybkimi krokami schizmy, bez względu na to, jaką konieczność by się nie uznało za „wyższą”. Nie ma wyższej konieczności w Kościele niż zachowanie jego jedności, co tak wyraźnie podkreślił Sobór Watykański II w swoim nauczaniu, a co potwierdzili wszyscy papieże posoborowi. Wielu ludzi nie rozumie tej podstawowej prawdy dotyczącej jedności Kościoła i daje się zwodzić, opowiadając się za antyjednością, bez względu na to, jaka motywacja temu towarzyszy.

Zmiana narracji

Reklama

Ponieważ nie da się obronić tezy, że ostatni papieże nie godzą się mądrze na ustępstwa w dziedzinie liturgii, zwłaszcza Mszy św., a także pozostałych sakramentów, na czym niby ma zależeć zwolennikom abp. Lefebvre’a, w ostatnim czasie, co widać zwłaszcza w minionych tygodniach, wyraźnie uległa zmianie narracja tychże zwolenników i innych grup tradycjonalistycznych w Kościele. Otóż, jak wynika z tych wypowiedzi, dzisiaj chodzi już nie jedynie o zachowanie tradycji liturgicznych, ale o obronę Kościoła przed modernizmem. Nauczanie Soboru Watykańskiego II miałoby być w najwyższym stopniu przejawem tej herezji, która pojawiła się w Kościele na przełomie XIX i XX wieku.

Nie wchodząc szerzej w problematykę modernizmu, można powiedzieć, że jego najbardziej zasadniczy błąd polegał na odrzuceniu objawienia Bożego i jego nadprzyrodzoności oraz na sprowadzeniu religii do samego doświadczenia wewnętrznego, a może nawet tylko psychologicznego, oraz symbolicznego. W takim ujęciu wiara staje się jedynie przejawem indywidualnej świadomości. Czy coś takiego można znaleźć w nauczaniu Soboru Watykańskiego II? Wręcz przeciwnie – sobór stał się wyraźnie manifestacją antymodernistyczną, chociaż trzeba uczciwie stwierdzić, że uwzględniono w jego nauczaniu także wiele elementów wydobytych w ramach sporów modernistycznych, jak np. wrażliwość na doświadczenie osobiste wiary i jej zakorzenienie w wolności człowieka. Nie był to jednak modernizm w sensie heretyckim.

Owszem, trzeba przyznać, że w dzisiejszej religijności można znaleźć wiele elementów, które w pewnym sensie noszą rysy modernistyczne, ale nie jest to wina nauczania Soboru Watykańskiego II, raczej wynika to z wpływów współczesnej kultury, których nie tylko nie demaskujemy wystarczająco jednoznacznie, ale niekiedy wprowadzamy je do Kościoła pod pretekstem otwarcia na to, co nowe czy ciekawe. Mamy więc do czynienia z modernizmem kulturowym, a nie doktrynalnym i obyczajowym, jak miało to miejsce pod koniec XIX wieku. I nie jest to „twór” kościelny, ale raczej świadomie antykościelny.

Zapowiadana schizma nie jest w stanie zmienić tej sytuacji, ponieważ nie podejmuje dialogu z wyzwaniami współczesności „zewnętrznej”, ale koncentruje się jedynie na zbudowaniu muru wokół własnej odrębności w ramach wspólnoty wierzących. Nie będzie to w żadnym wypadku utworzenie Kościoła „ostatnich sprawiedliwych”, którzy niby mają go ocalić. Smutne jest to, że pchający Kościół w tym kierunku akurat tej podstawowej sprawy nie rozumieją.

2026-06-23 14:23

Ocena: +10 -3

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rozbieżności pozostały, ale dialog trwa

[ TEMATY ]

lefebryści

Michał Firlej/www.missa.pl

Niedawne rozmowy z kard. Gerhardem Müllerem pokazały, że obie strony pozostają na swoich pozycjach i różnice między nami się utrzymują, zarazem jednak jest wola dalszej wymiany poglądów i dyskusji. W ten sposób przełożony Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X bp Bernard Fellay ocenił swe spotkanie z prefektem Kongregacji Nauki Wiary 23 września w rozmowie ze związanym z tą wspólnotą serwisem informacyjnym DICI. Bractwo, skupiające księży przeciwnych nauczaniu i decyzjom Soboru Watykańskiego II, po latach braku więzi z Watykanem, od 2009 prowadzi z nim rozmowy nt. zbliżenia stanowisk.

Na pytanie, czy wspomniane spotkanie z kardynałem wniosło coś nowego do dotychczasowych kontaktów, biskup odparł, że z jednej strony wszystko pozostało po staremu w odniesieniu do rozbieżności doktrynalnych i oceny Vaticanum II, z drugiej jednak jest nowy papież i nowy prefekt Kongregacji Nauki Wiary, a więc trzeba na nowo podejść do dialogu.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Różaniec dla zabieganych. Czy trzeba mieć czas, żeby się modlić?

2026-10-01 20:50

[ TEMATY ]

różaniec

dla zabieganych

czy trzeba mieć czas

modlić

Adobe Stock

Październik to dla wielu osób czas powrotu do różańca. W kościołach po raz kolejny rozbrzmiewa „Zdrowaś Maryjo”, a wśród wiernych pojawiają się postanowienia, by tej modlitwie poświęcać więcej czasu. Tyle że z czasem bywa różnie. Praca, dom, dzieci, zakupy, nauka, spotkania i dziesiątki drobnych spraw sprawiają, że wieczorem najczęściej marzymy już tylko o chwili odpoczynku. Czy w takim rytmie dnia jest jeszcze miejsce na różaniec?

Podczas objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie w 1877 roku pojawiło się wezwanie do modlitwy różańcowej. Dla wielu osób różaniec stał się odtąd jedną z najważniejszych codziennych modlitw. Tyle że regularność nie zawsze przychodzi łatwo. Nie każdy ma możliwość, by wieczorem spokojnie usiąść i przez kilkadziesiąt minut modlić się bez przerwy. Czasem wystarczy jednak zacząć od jednej tajemnicy.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję