Reklama

Minął tydzień

Niedziela Ogólnopolska 40/2002

Abp Józef Michalik

Abp Józef Michalik

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

I szedł sprawiedliwy za mężem od Boga,
Ogromny i jasny, na czarnej szczyt góry,
A żonie Lotowej szeptała tak trwoga:
Nadążysz, a teraz spójrz jeszcze na mury (...)
Spojrzała - i skute w śmiertelnej niemocy
Jej nogi tak bystre przyrosły do ziemi,
I widzieć nie mogły już więcej jej oczy...
(Anna Achmatowa, "Żona Lota")

Miłość miłosierna nie zniewala

Reklama

Miłosierdzie Boga nie jest czymś statycznym. Nie determinuje i nie zawiesza ludzkiej wolności. Nawet najwięksi konwertyci, nawróceni i wyzwoleni przez łaskę z grzechów, które wydawały się po ludzku niemożliwe do zbycia, pozostają wolni w swoich wyborach. Przychodziły potem w ich życiu próby różnych pokus, czasem im pewnie ulegali. Jednak pamięć wolności, jaką zostali obdarowani przez łaskę miłosierdzia, nie pozwalała im trwać w zniewoleniu. Wracali na "łąki" Bożego spotkania i radości wolności.
Przytoczony obok fragment wiersza Anny Achmatowej w formie skondensowanej i w piękny, literacki sposób ujawnia tę prawdę. Lot i jego żona uwolnieni w sposób cudowny najpierw od tych, którzy chcieli zbezcześcić ich dom, potem wyprowadzeni z miasta, które pogrążyć się miało w skutkach swojego grzechu, otrzymali jak Adam i Ewa w raju okazję do okazania Bogu wdzięczności. Trzeba było radykalnie zerwać nawet ze wspomnieniami. Nie wolno im było spoglądać na miejsce, w którym w tak haniebny sposób obraża się Boga. Lot wytrwał i zdał pozytywnie egzamin z próby. Jego żona "spojrzała - i skute w śmiertelnej niemocy jej nogi tak bystre przyrosły do ziemi...".
Własnym wyborem pozostała przy miejscu i wydarzeniach, które jeszcze nie tak dawno napawały ją niepokojem i strachem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Miłosierdzie nie wyklucza walki o godność

Reklama

Rozważana w tym miejscu niedawno prawda o łasce osobistego pojednania w sakramencie pokuty niesie, obok potrzeby coraz głębszego przeżywania tego sakramentu, także prawdę o konieczności zewnętrznego dawania świadectwa radości z uwolnienia od zniewolenia grzechem.
Jeden z teologów, mówiąc ostatnio o sile przeżycia religijnego i motywacji do apostolstwa, stwierdził: "Kościół pierwszych dziesięcioleci był misyjny nie dlatego, że sobie wyznaczył zadanie prowadzenia misji, tylko dlatego, że ci ludzie nie mogli wytrzymać z tym, czego doświadczyli".
Świadectwo o doświadczonym miłosierdziu domaga się podobnej woli przekazywania światu tej prawdy. Jest ona szczególnie potrzebna teraz, kiedy ludzie chcą zapomnieć o miłosierdziu jako osobowym fakcie spotkania w prawdzie z Bogiem, o czym wyraźnie mówił Jan Paweł II. Świat pragnie zminimalizować teologiczny wymiar miłosierdzia, sprowadza go do altruizmu, działań charytatywnych. Niby nic w tym złego, ale zdarza się, że zostawia się człowieka z jego zniewoleniem. Wszak łatwo jest zorganizować zbiórkę na takie czy inne cele. Ludzie chętnie, jeśli ich stać, dadzą datek materialny na słuszny cel. Czasem jednak ten datek rodzi niezdrowe samozadowolenie, staje się przysłowiowym listkiem figowym okrywającym prawdę, że to właśnie donator, a nie biorca, jest bardziej nieszczęśliwy, potrzebujący pomocy, bo żyje w kłamstwie o sobie, bo trwa w zniewoleniu.
Ewangeliczny przekaz o przychodzeniu na ucztę miłości, nakazujący wpierw akt pojednania się z bratem, można dopowiedzieć prawdą o konieczności pojednania się z samym sobą.
W jednym z wydań rzymskiego dziennika Corriere della Sera bardzo znany i ceniony redaktor Vittorio Messori wystąpił z propozycją, by katolicy obudzili w sobie zbiorowe poczucie godności i stworzyli własną ligę obrony swego dobrego imienia. Inspiracją tego pomysłu był wenecki festiwal filmów, na którym nagrodę Złotego Lwa otrzymał obrazoburczy film Magdalenki, przedstawiający pracę sióstr zakonnych w jednym z irlandzkich domów poprawczych. Opierając się rzekomo na wypowiedziach wychowanek, przedstawiono siostry jako kwintesencję sadyzmu i wszelkiej niegodziwości. W filmie nie ujawniono prawdy, że dom podlega irlandzkiemu Ministerstwu Sprawiedliwości. Zatem nie jest to dobroczynna instytucja stworzona ot, tak sobie i prowadzona według widzimisię kolejnych wychowawczyń czy przełożonych.
Wydaje się, że propozycja ta warta jest przemyślenia, wszak w ostatnich tygodniach przez polską prasę przelewa się cała fala swoistego linczu na symbolach religijnych i polskim Kościele. Idzie przez nasz kraj fala bluźnierczych wystaw, gdzie artyzm polega na fizjologii podniesionej do rangi obrazoburczego wyniesienia. Nawet słuszny prymasowski postulat uporządkowania spraw w świecie medialnym Kościoła wywołał wprost niesmaczne wypowiedzi, a zdjęcie-fotomontaż, umieszczone w jednym z tygodników, przystoi bardziej mafijnym kloszardom niż tygodnikowi, który permanentnie, na drugiej stronie każdego wydania, podkreśla, że ma największą liczbę czytelników. Z jednej strony od wielu miesięcy postuluje się uładzenie tych spraw, z drugiej - kiedy próbuje to robić strona kościelna, zaczyna się z tego czynić wydarzenie na miarę nowej schizmy.

Ożywić wolę działania

Doświadczone miłosierdzie domaga się także działań zewnętrznych. Nie jest rzeczą trudną zorganizować w parafii wyjazd do Łagiewnik czy innych miejsc, w których w sposób jakby głębszy przeżywa się Boże miłosierdzie. Trzeba, wracając, ożywić wolę działania, zachować pamięć i zacząć żyć miłosierdziem. Powtórzmy papieską homilię, w której Ojciec Święty wyraża nadzieję w stosunku do Łagiewnik jako miejsca, "w którym ludzie będą stawać przed Bogiem w Duchu i w prawdzie". Tamto doświadczenie musi przenieść się na miejsca nacechowane naszą codziennością.
"Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia..." - mówił Papież.
Okazji do czynienia z ziemi miejsca miłosierdzia, które jest odważnym domaganiem się prawa do godności, jest sporo. Trudno je tu wymieniać. Przytoczmy nagłośniony przez "jedynie słuszny dziennik" przypadek. Do leżajskiego liceum zajechał słynny "eurobus". Młodzi ludzie chcieli spotkać się z młodzieżą. Dyrektor nie czynił większych trudności do czasu, kiedy "europedagodzy" w żaden sposób nie chcieli zgodzić się, aby w spotkaniu z młodzieżą brali udział nauczyciele czy choćby wychowawca. To zaniepokoiło dyrektora, więc poprosił gości o wylegitymowanie się jakimiś dokumentami uwierzytelniającymi ich "misję". Okazało się, że ich nie mieli. Byli oburzeni, że w ogóle ktoś o coś takiego pyta. Przecież tyle było o tym w telewizji. Skończyło się na tym, że mądry i odpowiedzialny dyrektor odmówił możliwości spotkania.
"Męczennicy" nowej wiary, bo tylko tak można określić taką nachalność, użalili się przed szybko przybyłym reporterem gazety. I oto wyszło, dlaczego chcieli być sami: "Trenerzy (sic!) poruszają kontrowersyjne tematy dotyczące UE, np. eutanazji, adopcji dzieci przez pary homoseksualne". I pewnie jeszcze parę innych tematów. Dziwne to. Czy nauczyciele nie poruszają w szkole również tematów kontrowersyjnych? Czy zatem nie mogli i w tym spotkaniu uczestniczyć? A przy okazji refleksja: czy oswajanie z Unią Europejską należy zaczynać od eutanazji, aborcji i linczu na moralności?
Dyrektor innego liceum zgodził się na takie spotkanie i, oczywiście, z całym entuzjazmem opowiadał o tym, gardząc pedagogiczną troską swego kolegi z Leżajska, który pracuje w zawodzie nauczycielskim od 30 lat. To tylko jeden z epizodów, ale bardzo znaczący. Potwierdza to słowa wspomnianego Messoriego, który w tym samym artykule napisał: "Jest już tylko kilka mniejszości, wobec których dyktatura poprawności politycznej dopuszcza pogardę - nawet zachęca do niej - palacze, otyli, pedofile, naziści i katolicy". "Co więcej, dwie ostatnie grupy są już łączone, jak to potwierdza plakat innego filmu, na którym krzyż Chrystusa przekształca się w swastykę Hitlera" - podkreśla Messori.

Bronić dobrego imienia Polaków

Warto na koniec dodać, że propozycję utworzenia swego rodzaju Ligi Przeciw Zniesławianiu, tyle że dla obrony dobrego imienia Polaków, zgłaszał wiele lat temu niezwykłej szlachetności człowiek, którego poznałem kiedyś u przyjaciół w Rzymie i zapraszałem na spotkania z księżmi studentami, a który był przedstawicielem B´nai B´rith we Włoszech - dr Józef Lichten. Ten Żyd, urodzony w naszym kraju, uratowany w czasie okupacji przez dobrych polskich ludzi, wybaczył innym, którzy nie dorośli do bohaterstwa i wydali na śmierć z rąk hitlerowców jego pierwszą żonę i córkę. I to właśnie on uważał, że Polacy powinni ostro reagować na wszelkie próby oszczerstw i szkodzenia ich dobremu imieniu ze strony kogokolwiek: Arabów czy Żydów, Rosjan czy Eskimosów, prawicy czy lewicy. Nie godzi się bowiem nigdy dzielić ludzi na "my - dobrzy" i "oni - źli". Liga obrony dobrego imienia Polaków i Polonii działa w Stanach Zjednoczonych.
Piękny przykład dał sam Ojciec Święty podczas krótkiego spotkania w Skoczowie. Ujął się za dyskryminowanym Kościołem w swojej Ojczyźnie, nie odmawiając jednocześnie spotkania z władzami kraju. A zatem miłosierdzie nie wyklucza owej walki o godność. Wręcz przeciwnie - nakazuje ją, bo tylko człowiek godny, tylko "nieskamieniały" naród i wrażliwe społeczeństwo, w którym szanuje się prawdziwe dobro i wkład w rozwój pomyślności Ojczyzny przez wszystkich jej mieszkańców, mają szansę na godne i twórcze życie.
Niech pozostaną w nas słowa wiersza Achmatowej:
Spojrzała - i skute w śmiertelnej niemocy
Jej nogi tak bystre przyrosły do ziemi,
I widzieć nie mogły już więcej jej oczy...

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak ks. Alojzy Orione pojmował świętość?

Niedziela Ogólnopolska 30/2008, str. 20-21

Autorstwa Bbruno z włoskiej Wikipedii/pl.wikipedia.org

Ks. Orione w czasie ataku na Polskę w 1939 r. rozłożył polską flagę na ołtarzu w sanktuarium Matki Bożej Czuwającej w Tortonie, ucałował ją i zachęcał swoich współbraci do podobnego gestu. Następnie umieścił flagę w swoim pokoju.

Gdy analizujemy historię życia człowieka otaczanego opinią świętości, budzą się refleksje dotyczące jego duchowości. Pojawiają się pytania: Co było dla niego ważne? Jakim wartościom przypisywał naczelne miejsce, a co uznawał za mniej istotne? Na ile jego świętość jest dziełem i łaską samego Stwórcy, a na ile własnym wysiłkiem i pragnieniem osobistej z Nim współpracy? Nie jest możliwa empiryczna odpowiedź na postawione wyżej pytania, natomiast realne jest przybliżenie zasad i reguł, które święty uważał za cenne, a których przestrzeganie doprowadziło do jego kanonizacji. Droga wyznaczona przez świętego, wraz z zasadami na niej obowiązującymi, jest aktualna pomimo upływu czasu. Ten uniwersalizm świętości staje się wartością argumentującą potrzebę refleksji nad duchowością świętych - w tym przypadku nad duchowością św. Alojzego Orione - założyciela zgromadzeń zakonnych: Małego Dzieła Boskiej Opatrzności i Sióstr Małych Misjonarek Miłosierdzia.
CZYTAJ DALEJ

Dzisiejsza Ewangelia opisuje egzorcyzm

2026-02-13 10:21

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Jr 7,23-28 należy do części mowy Jeremiasza związanej z krytyką fałszywego poczucia bezpieczeństwa opartego na samych czynnościach świątynnych. Prorok przemawia w Jerozolimie przed upadkiem miasta. Tekst wraca do polecenia podstawowego, aby słuchać głosu Boga. Hebrajskie szema oznacza przyjęcie słowa jako zobowiązania i wykonanie. Pojawia się formuła: „Będę wam Bogiem, a wy będziecie moim ludem”. W Pięcioksięgu ta formuła opisuje relację, która obejmuje całe życie, a Jeremiasz przywołuje ją w chwili próby. Motyw „chodzenia drogami” ma język znany z tradycji deuteronomistycznej. Droga staje się obrazem wyborów powtarzanych każdego dnia. Wersety wspominają wyjście z Egiptu jako początek tej historii. Bóg mówi też o prorokach jako o „sługach”, posyłanych „dzień po dniu”, co w księdze Jeremiasza odsłania Bożą wytrwałość. Diagnoza proroka ma ostre słowa. Lud nie nadstawia ucha, cofa się, a „twardy kark” pokazuje upór zwierzęcia, które wyrywa się spod jarzma. Zamiast iść naprzód, człowiek idzie wstecz w stronę dawnych nawyków. Finał stwierdza: „Przepadła wierność, znikła z ich ust”. W hebrajskim stoi tu emunah, słowo o znaczeniu stałości i wiarygodności. Zwrot o „ustach” dotyka mowy, która przestaje służyć prawdzie, więc zanika też zdolność przyjęcia pouczenia. Tertulian, komentując przypowieść o wielkiej uczcie, cytuje Jer 7,23-24 jako „zaproszenie Boga” i „odmowę ludu”. Umieszcza ten fragment w obrazie Boga, który posyła wezwanie, a człowiek odpowiada milczeniem lub wymówką. Słowo „pouczenie” oddaje hebrajskie (musar), znane także z Księgi Przysłów. Oznacza wychowanie przez napomnienie i korektę, a nie sam wykład.
CZYTAJ DALEJ

Bp I. Pękalski: Każdy dzień przeżyjmy zgodnie z wolą Boga!

2026-03-12 09:00

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

Łódzki Kościół Stacyjny Opatrzności Bożej w Łodzi

Łódzki Kościół Stacyjny Opatrzności Bożej w Łodzi

Mówi się niekiedy do tych siostry i bracia, że czas to pieniądz, a każdy dzień przeżyty bez pomnożenia swoich materialnych osiągnięć uważa się za dzień stracony. A tymczasem prawdziwie stracony dzień, czyli czasem, jest dzień, w którym nie uczyliśmy żadnego dobrego uczynku. Każdy dzień przeżyjmy zgodnie z wolą Boga! – mówił bp Pękalski.

W kolejnym dniu pielgrzymowania do łódzkich Wielkopostnych Kościołów Stacyjnych, w środę po III Niedzieli Wielkiego Postu, Mszy świętej celebrowanej w kościele pw. Opatrzności Bożej przewodniczył ksiądz biskup Ireneusz Pękalski.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję