Reklama

Jan Paweł II. Droga życia

W oczekiwaniu na beatyfikację Jana Pawła II publikujemy fragmenty powieści biograficznych Pawła Zuchniewicza o Papieżu z Polski. Rok 1964. Karol Wojtyła jest już arcybiskupem metropolitą krakowskim. Wkrótce wybiera się do Rzymu na trzecią sesję Soboru Watykańskiego II

Niedziela Ogólnopolska 13/2011, str. 12-13

Paweł Zuchniewicz
Dziennikarz radiowy, pisarz, autor cyklu powieści biograficznych o życiu Papieża z Polski: „Lolek”, „Wujek Karol”, „Habemus Papam”, „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” i „Jan Paweł II - nasz święty”; www.pawelzuchniewicz.pl

Paweł Zuchniewicz<br>Dziennikarz radiowy, pisarz, autor cyklu powieści biograficznych o życiu Papieża z Polski: „Lolek”, „Wujek Karol”, „Habemus Papam”, „Jan Paweł II: Będę szedł naprzód” i „Jan Paweł II - nasz święty”; www.pawelzuchniewicz.pl

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Siostra Beata Piekut wysiadła z tramwaju niedaleko Franciszkańskiej i - nie spiesząc się - poszła w kierunku Kurii Arcybiskupiej. Zupełnie nie miała ochoty na to spotkanie, ale nie było wyjścia. Kilka dni temu zadzwoniła do niej przełożona z wyraźnym poleceniem.
- Siostro, proszę się zgłosić do arcybiskupa Wojtyły i wybadać, czy nie zająłby się sprawą Faustyny - poleciła. - Może mógłby to popchnąć w Rzymie.
- Matko, ja? - zdziwiła się siostra Beata. - Przecież ja się na tym zupełnie nie znam.
- Ale znała siostra Faustynę, prawda? To na razie wystarczy.
Tak, znała ją. Jednak wtedy ani ona, ani inne zakonnice ze Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia nie wiedziały, że ta prosta dziewczyna z okolic Łodzi miała mistyczne widzenia, w których Jezus uczył ją kultu Miłosierdzia Bożego. Niektóre nawet podśmiewały się z niej, nazywając ją „teologiem”, ponieważ nawet chwast potrafiła opisać jako przykład stwórczej mocy Boga. Ale już wtedy siostra Beata doświadczyła dziwnej rzeczy.
W 1936 roku została skierowana do Walendowa pod Warszawą. Opierała się, jak mogła, ponieważ przełożona zleciła jej zadanie kierowania kolonią karną dla kobiet skazanych za działalność przestępczą. Miała to robić tylko przez miesiąc, a potem wrócić do stolicy. Wtedy, wiosną, przyjechała tam Faustyna. Pewnego dnia podeszła do niej i zapytała:
- Dlaczego siostra taka smutna?
- Tęsknię za Warszawą.
- Ale przecież siostra tak szybko stąd nie wyjedzie...
- To co, mam tutaj umrzeć?
- Nie, siostra zostanie tu, jednak nieco dłużej niż sobie planuje. A ja, w przeciwieństwie do siostry, długo tutaj nie będę...
- Siostra chyba jakimś prorokiem się robi - burknęła Beata. - To niemożliwe, ja mam zostać w Walendowie dłużej, choć zostałam oddelegowana tylko na miesiąc, a siostra chce nas szybko opuścić, mimo że przyjechała tutaj na stałe?!
- Może dla siostry byłoby lepiej, żeby wyjechała, ale Pan Bóg to siostrze wynagrodzi.
Była zła na Faustynę, ale równocześnie ciekawa. Skąd wiedziała, co się wydarzy? W Wielki Piątek Beata otrzymała karteczkę z decyzją matki przełożonej. Miała zostać. Okazało się, że na 10 lat. A Faustyna rzeczywiście wyjechała. Dwa i pół roku później zmarła.
Dopiero wtedy zaczęły wychodzić na jaw jej mistyczne doświadczenia. Pojawił się „Dzienniczek”, w którym opisywała objawienia. Między innymi dzięki temu w czasie wojny bardzo się rozpowszechniło nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, a „Dzienniczek” przepisywano w dziesiątkach egzemplarzy. Różni zapaleńcy tłumaczyli go też na inne języki. Nie zawsze poprawnie. Skutek był opłakany. W 1959 roku Watykan wydał zakaz rozpowszechniania kultu Miłosierdzia Bożego w formach przekazanych przez siostrę Faustynę. Czy w takich okolicznościach możliwe było otwarcie jej procesu beatyfikacyjnego? Wydawało się to wielce nieprawdopodobne. Ale arcybiskup Wojtyła jechał do Rzymu, i to już jako metropolita krakowski, więc trzeba było skorzystać z okazji. Tylko dlaczego akurat ona musiała wykonać tę misję?
Weszła na pierwsze piętro pałacu arcybiskupiego i zapukała do drzwi kancelarii. Słysząc głośne „proszę”, uchyliła drzwi.
- Ksiądz arcybiskup za chwilę siostrę przyjmie - zakomunikował ksiądz przy biurku, gdy się przedstawiła.
Kilka minut później weszła do przestronnego salonu. Wojtyła wstał.
- Ekscelencjo, przysłała mnie matka przełożona - zaczęła. - Chodzi o siostrę Faustynę.
- Dobrze, że siostra przyszła. Mnie tu z Rzymu bombardują pytaniami o inaugurację jej procesu beatyfikacyjnego, a ja nic nie jestem w stanie powiedzieć. Niech siostra napisze mi przynajmniej życiorys Faustyny i prośbę o wszczęcie procesu.
Beatę zamurowało.
- Zdziwiła się siostra? - zapytał Wojtyła. - Jak to pogodzić, że Watykan wydaje zakaz kultu Miłosierdzia Bożego i jednocześnie pyta o proces beatyfikacyjny tej, która go rozpowszechniała? No cóż, matka prefekta Kongregacji ds. Świętych została uzdrowiona ze śmiertelnej choroby po modlitwie do Faustyny. Proszę przyjść szybko z papierami. Najdalej jutro, bo wyjeżdżam na Sobór.
- Ależ Ekscelencjo, ja nie mam takich kompetencji, a matki generalnej nie ma w Łagiewnikach.
- Niech siostra pisze, o resztę się nie martwi, bo przecież za to siostry nie powieszą.
Rada nierada wróciła do domu i zabrała się za pisanie. Zebrała dostępne w klasztorze dokumenty i usiłowała sklecić z nich jakąś spójną całość. Dopadły ją wątpliwości. Przecież nie znała nawet zasad postępowania procesowego. Kiedy ponownie pojawiła się u arcybiskupa, była jeszcze bardziej zgaszona niż poprzednio. Niepewnie wręczyła maszynopis Wojtyle. On uważnie go przeczytał.
- Z tym pojadę do Rzymu - powiedział.
- Ekscelencjo, martwię się brakiem podpisu matki generalnej. Może lepiej poczekać na nią...
- Jak się boi, jak się boi - uśmiech nie znikał z twarzy arcybiskupa. - Nie oddam siostrze pisma, bo jutro wyjeżdżam. Niech siostra będzie spokojna. I z siostry pismem załatwię wszystko, co będę mógł.
Proces beatyfikacyjny siostry Faustyny na szczeblu diecezjalnym rozpoczął się z polecenia arcybiskupa Wojtyły w następnym, 1965 roku. Wiosną roku 1978 watykańska Kongregacja Nauki Wiary zdjęła interdykt zakazujący rozpowszechniania kultu Miłosierdzia Bożego w formach przekazanych przez siostrę Faustynę. Pół roku później Karol Wojtyła został wybrany na Stolicę Piotrową. W książce „Wstańcie, chodźmy” Jan Paweł II napisze:
„Dane mi było rozpocząć procesy kanonizacyjne wielkich chrześcijan związanych z krakowską archidiecezją. Później, jako biskup Rzymu, mogłem stwierdzać heroiczność ich cnót, a po zakończeniu procesów wpisywać ich w poczet błogosławionych i świętych.
Pamiętam, że podczas wojny, gdy byłem robotnikiem w fabryce «Solvay», miejscu, które łączy się z Łagiewnikami, nieraz chodziłem do grobu s. Faustyny, gdy jeszcze nie była ogłoszona błogosławioną. To wszystko było przedziwne, nie do przewidzenia, gdy się brało pod uwagę, że to była prosta dziewczyna. Czy mogłem wtedy przypuszczać, że będzie mi dane najpierw ją beatyfikować, a potem kanonizować?”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Wojda: Leon XIV przypomniał Europie o jej chrześcijańskich korzeniach

2026-09-30 16:47

[ TEMATY ]

abp Tadeusz Wojda

BP KEP

Abp Tadeusz Wojda

Abp Tadeusz Wojda

Podróż apostolska Leona XIV do Francji była wielkim sukcesem, a jej ważnym przesłaniem było przypomnienie Europie o jej chrześcijańskich korzeniach, potrzebie jedności, pokoju i otwarcia na życie - powiedział KAI abp Tadeusz Wojda. Przewodniczący KEP, który uczestniczył w ostatnim dniu papieskiej podróży, w Metzu, zwrócił uwagę na wezwanie Leona XIV do odwagi w wyznawaniu wiary, budowania rodzin i troski o przyszłość Europy.

Abp Tadeusz Wojda uczestniczył w ostatnim dniu czterodniowej podróży apostolskiej Leona XIV do Francji. W Metzu wziął udział w spotkaniu międzyreligijnym w Centrum Kongresowym im. Roberta Schumana, a następnie koncelebrował Mszę św. w katedrze św. Szczepana. Papież zaprosił do Metzu przewodniczących konferencji episkopatów krajów Unii Europejskiej.
CZYTAJ DALEJ

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Papieska intencja modlitewna na październik: za duszpasterstwo zdrowia psychicznego

2026-10-01 14:42

[ TEMATY ]

modlitwa

październik

papieska intencja

Vatican Media

Leon XIV w Metzu

Leon XIV w Metzu

Poznaliśmy papieską intencję modlitewną na październik. W ramach inicjatywy „Módl się z Papieżem”, Leon XIV zaprasza, by w tym miesiącu modlić się za duszpasterstwo służby zdrowia. To nie jedyne zaproszenie modlitewne Ojca Świętego na październik: w niedzielę w Lourdes prosił, by w październiku wierzący modlili się różańcem w intencji pokoju.

Trzymając w dłoniach wizerunek św. Dymfny, patronki osób cierpiących na zaburzenia nerwowe i psychiczne, Papież poleca w modlitwie osoby, które cierpią psychicznie i zmagają się z różnego rodzaju trudnościami i prosi, by Kościół był „domem otwartym” i „bezpieczną przestrzenią”, w której każdy może znaleźć swoje miejsce i zostać wysłuchanym, bez oceniania. Prosi też Boga o przebaczenie obojętności i stygmatyzacji tych osób, które Pan wzywa „po imieniu, z czułością” i które w nim mogą odnaleźć swoją godność i nadzieję.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję